Z wizytą u misia


Nadchodzą 60. urodziny Misia Uszatka. Z tej okazji do księgarń trafiło jubileuszowe wydanie najpopularniejszych opowiadań o jego przygodach uzupełnione o rys biograficzny twórców – pisarza Czesława Janczarskiego i ilustratora Zbigniewa Rychlickiego.


Jubileuszowe wydanie opowiadań o przygodach Misia Uszatka rozczuli niejednego dorosłego. Na blisko 360 stronach znalazły się najbardziej znane, najpopularniejsze opowiastki, wierszyki i powiedzonka stworzone przez Czesława Janczarskiego, opatrzone niezapomnianymi rysunkami Zbigniewa Rychlickiego. Dla współczesnych dzieci ta książka będzie jedną z wielu atrakcyjnych książek, przyciągających zarówno formą jak i treścią, świetnie dopasowaną do możliwości intelektualnych kilkulatka – dla ich rodziców i dziadków czymś znacznie więcej: sentymentalną podróżą do przeszłości, gdzie wszystko wydaje się prostsze i bliższe sercu.

Pierwsze zetknięcie z tym tomem przywołuje u dorosłego przede wszystkim, wspomnianą wyżej, falę wspomnień. Chwile spędzane z czasopismem „Miś”, historyjki czytane przez rodziców z dawnych wydań książkowych, podwórkowe zabawy inspirowane telewizyjnym serialem dla dzieci opartym na opowiadaniach napisanych przez Janczarskiego – Miś Uszatek był intensywnie obecny w moim dziecięcym życiu, podobnie rzecz miała się w przypadku przedszkolnych koleżanek i kolegów.

Drugie podejście do lektury, gdy żegnam sentymenty i przyglądam się książce analitycznie, wciąż wywołuje uśmiech, bo pozwala stwierdzić, jak ponadczasowa jest to publikacja. Czesław Janczarski, osoba wielu talentów i ogromnej wrażliwości, pisząc o przygodach Misia Uszatka stworzył uniwersalnych bohaterów o cechach przemawiających do małego dziecka zarówno sześćdziesiąt lat temu, jak i teraz. Ciekawość świata, serdeczność, empatia, wzajemna troska przewijają się w jego opowiastkach przybliżających dziecku właściwe postawy i zachowania. Miś i jego przyjaciele eksplorują swoje najbliższe otoczenie, tak jak czyni to mały czytelnik, ich proste i przystępnie opisane perypetie, są analogiczne do przeżywanych przez dzieci i bogato przefiltrowane przez świat poetyckiej, nieograniczonej wyobraźni. Janczarski doskonale rozumiał duszę dziecka, a roztaczając przed nim pełne plastyczności opisy korzystał ze zrozumiałych dla niego słów, które – co zaskakuje – ani trochę się nie zdezaktualizowały.


Podobnie rzecz wygląda w kwestii ilustracji. Zbigniew Rychlicki, ich twórca, był profesjonalistą najwyższej klasy, świetnie wykształconym i z powagą podchodzącym do swojej pracy. Małgorzata Strękowska-Zaremba we wstępie do książki zawierającym rys biograficzny obu autorów przypomina jak przy okazji monograficznej wystawy swych prac w 1987 roku tłumaczył, że książka dla małego odbiorcy „często jest pierwszym salonem sztuki”. W dzisiejszych czasach można by dodać, że dla niektórych także ostatnim. W tej perspektywie bezkompromisowe podejście do stworzenia wyjątkowej oprawy graficznej staje się szczególnie cenne.

książka dla małego odbiorcy często jest pierwszym salonem sztuki

I taka jest cała ta książka: cenna. Spowija ją subtelność adekwatna dla dziecięcego świata, obecnie tak często wypierana przez różnego rodzaju brutalne fabuły kreskówek, wiele w niej pola dla wyobraźni, dla snucia własnych kontynuacji krótkich opowiastek, co, w konsekwencji czyni ją wyjątkową. To rzeczy cenne i ważne, warto podsuwać je dzieciom, warto samemu do nich wracać, zaczerpnąć nieco dziecięcej wrażliwości i naiwnego zachwytu nad światem. Wanda Pawlik

Czesław Janczarski, Miś Uszatek, Ilustrator: Zbigniew Rychlicki, wydanie 5, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Premiera w tej edycji: 9 listopada 2016

Miś Uszatek


W 2017 roku mija sześćdziesiąt lat od opublikowania pierwszych opowiadań o Misiu Uszatku. Z tej okazji mamy przyjemność powrócić do pierwszych książek o Misiu: Przygód i wędrówek Misia Uszatka, Nowych przyjaciół Misia Uszatka, Gromadki Misia Uszatka – które zawiera niniejszy zbiór. Jeśli dodamy, że opowiadania dopełnia komplet ilustracji Zbigniewa Rychlickiego, przyjemność lektury przerodzi się w prawdziwą ucztę.

Wstęp

Dnia 5 czerwca 2005 roku Miś Uszatek zniknął z wystawy Hocki-klocki z Dobranocki przygotowanej przez łódzkie kino Charlie. Zważywszy że chodziło o lalkę, podejrzenie o ucieczkę najsławniejszego łodzianina nie wchodziło w grę. Miś musiał paść ofiarą porywaczy! Kierownictwo kina energicznie przystąpiło do poszukiwań. Rozesłano e-maile do odbiorców newsletteru – widzów kina, zawiadomiono prasę i telewizję, przygotowano plakat z charakterystyką porwanego i wyznaczono nagrodę: roczny karnet na wszystkie pokazywane w kinie Charlie filmy. Informacja o porwaniu ukazała się w TVP3, TVN, TVN24, w telewizjach lokalnych, a nawet w prasie ukraińskiej i niemieckiej.

Rysopis zaginionego:
„Urodzony: 1957 rok
Wzrost: 18 cm
Waga: 300 g
Znaki szczególne: uszkodzona prawa noga, klapnięte uszko.
Ma brązowe futerko i czarne oczy.
Ubrany był w sfatygowaną niebiesko-białą piżamę”*.

Złe wieści obiegły kraj i wywołały zgodnie brzmiące głosy oburzenia. Dorastający z Misiem Uszatkiem czytelnicy periodyku „Miś” i książek o nim oraz widzowie filmów z jego udziałem byli bardzo poruszeni. Sferze dzieciństwa, zazwyczaj wyidealizowanej, do której należy Miś Uszatek, zwykliśmy przypisywać cechy wręcz sakralne, uprowadzenie lalki, jednej z nielicznych zachowanych, miało więc znamiona czynu obrazoburczego. Przypomnijmy, że nie było to pierwsze porwanie. W 1980 roku z wystawy łódzkiego Se-Ma-Fora w Helsinkach skradziono aż dwie lalki, których nigdy nie odnaleziono. Źle to wróżyło Uszatkowi w niebiesko-białej piżamce (należy nadmienić, iż w kinie Charlie zaprezentowano dwa niedźwiadki, ten drugi był w czapce i sweterku). Mimo to nie byłoby takiego rabanu o Uszatka, gdyby rzeczony Miś nie był ikoną zbiorowej wyobraźni i postacią kultową (lub popkultową, jak nazywa ją Bartek Koziczyński, który umieścił Misia Uszatka, a także pismo „Miś” wśród haseł 333 popkultowych rzeczy… PRL).
Zanim jednak niedźwiadek z klapniętym uszkiem odcisnął się w świadomości społecznej, zanim nabrał cech kultowości, musiał zdobyć sobie serca i umysły czytelników i widzów. Wszak o kultowości decydują odbiorcy.

Ojcowie Misia Uszatka

Czesław Janczarski

Miś Uszatek miał szczęście do swoich ojców: Czesława Janczarskiego oraz Zbigniewa Rychlickiego. Janczarski (pseudonim literacki Jan Antkiewicz) obdarzył go poetycką miękkością, czyniąc z niedźwiadka pogodną, rozczulająco naiwną postać. Nie może to dziwić tych, którzy pamiętają, że Czesław Janczarski był poetą (także prozaikiem, tłumaczem z języka rosyjskiego, dziennikarzem i nauczycielem).
Urodził się 2 września 1911 roku w Hruszwicy na Wołyniu. Dzieciństwo spędził we dworze ziemiańskim. Już wówczas pisywał wierszyki i sztuki dla dzieci, które odgrywane były przed gronem rodzinnym oraz biletowane. W latach 1928–31 redagował międzyszkolne pismo „Echa Szkolne” i w nim publikował pierwsze teksty. Ukończył Publiczne Gimnazjum im. T. Kościuszki w Równem, w 1931 roku zdał maturę i w kolejnym roku rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno- Fizycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim (1934–39) i rozpoczął współpracę z czasopismem literackim „Kamena”.
Jako młody student, za radą jednej z ciotek, odważył się zanieść swoje wiersze do redakcji pisemka dla dzieci „Słonko”. Czekał tydzień na odpowiedź redaktor Janiny Porazińskiej. Efektem był debiut (1936) na łamach pisma oraz stała współpraca. Wkrótce przyszły publikacje w innych pismach: „Małym Płomyczku”, „Płomyczku”, „Poranku”. W okresie studiów był związany z grupą poetycką Józefa Czechowicza oraz poetami autentystami skupionymi wokół pisma „Okolica Poetów”. Debiutancki zbiór wierszy Akwarelą ukazał się w 1933 roku, kolejnymi były Imię na korze (1934) i Błękitna chustka (1936).
Wojna zaskoczyła go we Lwowie, w 1941 roku wyjechał do Puław (w obu miastach pracował w Stacji Ochrony Roślin). Po wyzwoleniu pracował jako nauczyciel w wiejskiej szkole. W 1945 roku został członkiem Związku Zawodowego Literatów Polskich. Od 1946 roku mieszkał w Warszawie. Współpracował z wydawnictwem Czytelnik i Polskim Radiem (w latach 1955–57 prowadził w PR audycje poetyckie). Ze względu na komunistyczną cenzurę musiał zarzucić tematykę związaną z kresami wschodnimi tak charakterystyczną dla jego twórczości poetyckiej. Przestrzenią pozwalającą na swobodniejszy oddech była literatura dla dzieci. Publikował swoje teksty m.in. w „Iskierkach”, „Płomyczku”, „Płomyku”, „Przyjacielu Dzieci”, „Świerszczyku”. W 1957 roku objął redakcję „Misia”, czyniąc z niego wzorcowe pismo dla najmłodszych.
Do tematyki wołyńskiej powrócił w poezji dla dorosłych po Październiku ’56. Ukazały się wówczas kolejne tomiki: Wykrój liścia (1957), Dzbanek i źródło (1960), Wiersze z natury (1966) i ostatni Portret z gałązek i ziół (1970). Dorobek twórczy Janczarskiego jest bogaty, niestety w większości zapomniany, szczególnie ten poetycki. Spośród około osiemdziesięciu książek dla dzieci (m.in.: Wspólna sprawa, Przedszkole na Kole, Wesoły Florek, Świerszczykowe nutki, Płynie Wisła, płynie…, Tygrys o Złotym Sercu, O czym szumiały czereśnie, liczne książeczki wydawane przez „Naszą Księgarnię” w seriach Poczytaj mi, mamo oraz Książeczki z Misiowej Półeczki) najbardziej zapadły w pamięć: Jak Wojtek został strażakiem (1950), Gdzie mieszka bajeczka (1958) i pięcioksiąg o Misiu Uszatku (1960–70).
Pracował do końca, m.in. jeżdżąc na spotkania z czytelnikami. Podczas jednego z takich wyjazdów, do Siedlec, zasłabł. Zmarł 19 maja 1971 roku w Warszawie. „Zmarł cichutki poeta”* – napisał Jan Bolesław Ożóg. Dodajmy, bardzo skromny. Tworzył poezję lirycznej ciszy, spokoju, pogody i zachwytu nad pięknem przyrody, wołyńskiego krajobrazu, jego zapachów, dźwięków, barw, bujności. W poezji dla dzieci był taki sam: uwrażliwiony na piękno, uważny na każdy szczegół. Uczył malców miłości i szacunku do najdrobniejszych przejawów życia. W wierszach i opowiadaniach ukazywał harmonijny świat, w którym człowiek czuje się bezpieczny. Wychowywał w otwartości na innych, tworzył wzory zachowań. Seria o Misiu Uszatku to do dziś aktualny przewodnik po świecie zewnętrznym i wewnętrznym dla wszystkich szkrabów bez względu na miejsce zamieszkania, narodowość czy język.
W 1958 roku otrzymał Nagrodę m.st. Warszawy, w 1960 – Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci i młodzieży, a w 1959 roku został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

Zbigniew Rychlicki

Wybitny ilustrator, grafik, plakacista, jedyny polski twórca, który został uhonorowany prestiżową Nagrodą im. Hansa Christiana Andersena zwaną „Małym Noblem” (1982), przyznawaną przez Międzynarodowy Komitet do Spraw Książki dla Młodych (IBBY). Jego wizualizacja Misia Uszatka zawładnęła wyobraźnią odbiorców, nie zostawiając miejsca na żadną inną.
Urodził się 17 stycznia 1922 roku w Orzechówce w powiecie brzozowskim. Uczęszczał do gimnazjum w Krakowie i tu spędził okupację niemiecką. Pracował w fabryce jako robotnik i studiował w Instytucie Sztuk Plastycznych (Katedra Grafiki Książkowej), który ukończył w 1946 roku. Dziesięć lat później uzyskał dyplom Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po wojnie przeniósł się do Łodzi. W latach 1947–49 zajmował się filmem animowanym, wykonując wzory postaci i projektując dekoracje w Studiu Filmów Rysunkowych. W tym samym czasie projektował okładki dla wydawnictw Książka i Wiedza oraz Czytelnik. Podjął również współpracę ze „Świerszczykiem”, gdzie zetknął się z takimi tuzami polskiej ilustracji jak Jan Marcin Szancer i Olga Siemaszko. Z Łodzi przeniósł się do Warszawy, tu związał się z Instytutem Wydawniczym „Nasza Księgarnia” – sprawował kierownictwo artystyczne pisma dla młodzieży „Przyjaciel” (do 1951), od 1958 roku pracował w charakterze kierownika artystycznego oraz, od 1972 roku, zastępcy dyrektora ds. artystyczno-graficznych. W 1957 roku współtworzył periodyk „Miś” i przez wiele lat pełnił funkcję redaktora graficznego pisemka.
Pierwszą zilustrowaną przez niego książką była Pyza na Starym Mieście Hanny Januszewskiej (Kraków 1949, wyd. T. Zapiór i Ska). Ulubionym gatunkiem mistrza były baśnie, gdyż dawały największe pole do popisu jego wyobraźni. Właśnie baśnie i podania są najliczniej reprezentowane w jego twórczości – Klechdy domowe, U złotego źródła i inne. Ilustrował również zbiory piosenek z różnych regionów kraju jak Tatry, moje Tatry, Jak to dawniej na Kurpiach bywało, Od Łowicza grają gracze, bajki i opowiadania dla najmłodszych, m.in. Niedźwiedź i lis, Psotki i śmieszki, pięć książek o Misiu Uszatku, Proszę słonia, Plastusiowy pamiętnik, Proszę wycieczki, Bajki z 1001 dobranocy, Bajki z zaczarowanego rękawa, Podróże Guliwera, Tajemnicza wyspa, cykl o Dorotce i krainie czarnoksiężnika Oza, O królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu, pozycje popularnonaukowe, głównie przyrodnicze, jak np. Razem ze słonkiem Marii Kownackiej. Zilustrował ponad sto pięćdziesiąt książek. Najbardziej wyraziste i najlepiej zapamiętane postaci, którym stworzył plastyczny wizerunek, to Miś Uszatek, słoń Dominik oraz Plastuś.
Rychlicki traktował ilustrację dla dzieci z wielką powagą. Już w dzieciństwie marzył, że będzie malował tak pięknie jak twórcy „Iskierek”, „Płomyka” czy „Płomyczka” – z niecierpliwością czekał na pisemka przynoszone przez listonosza do szkoły, której dyrektorem był wówczas jego ojciec. Również stare klechdy opowiadane przez dziadka rozpalały plastyczną wyobraźnię przyszłego ilustratora. Świadomie wybrał adresata swoich prac. Jak mówił w licznych wywiadach udzielonych po przyznaniu Nagrody im. Hansa Christiana Andersena, flirt z książką Januszewskiej (Pyza na Starym Mieście) przerodził się w miłość do twórczości dla dzieci i do ilustracji. Książka dla małego odbiorcy „często jest pierwszym salonem sztuki” – tłumaczył we wstępie do wystawy monograficznej Zbigniew Rychlicki (Kordegarda, Warszawa 1987). Stworzył swój styl, swój język plastyczny inspirowany folklorem.
„Cechą charakterystyczną ilustracji Rychlickiego jest ich dekoracyjność oraz oryginalna stylizacja niezatracająca komunikatywności przedstawień. Formy tej stylizacji i środków wyrazu są w twórczości artysty różnorakie i odpowiadają wyobrażeniom młodocianych czytelników. Stosuje więc technikę wycinanki […], osiągając w ten sposób dużą wyrazistość wyobrażonego kształtu. Jest również świetnym grafikiem, jak o tym świadczą ilustracje drzeworytowe artysty, doskonale operuje przy tym technikami malarskimi sensu stricto” – czytamy w nocie informacyjnej wydanej przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze (1981).
Mistrz Rychlicki nie lubił ilustracji statycznej, cenił przygodę, której odzwierciedleniem w ilustracji był ruch. „Jego ilustracje są wesołe, o radosnym wręcz nastroju, lekkie w treści, ale przede wszystkim w formie i kompozycjach, które Rychlicki budował na kołach, spiralach. Układy falują, żyją, są niejako w nieustannym ruchu (Nowi przyjaciele, Zaczarowane kółko, Bajki, Gromadka Misia Uszatka) […]. Użycie kolażu w części ilustracji do Uszatka przyniosło bardzo ciekawe rozwiązania formalne. Obok wartości czysto dekoracyjnych mamy zasugerowane wiele równoległych wątków, przenikanie się planów, dynamizm akcji*”.
Najważniejsze, jego zdaniem, było porozumienie z małym odbiorcą. Osiągał je poprzez realistyczne ujęcie świata i uproszczony kontur postaci i rekwizytów, które ułatwiały dziecku percepcję. Dekoracyjność i stylizacja na ludowe wycinanki, w połączeniu z bogactwem barw, służyły zatrzymaniu uwagi. Impresyjny akwarelowy obraz wnosił liryzm i poczucie bezpieczeństwa. Zapytany, którą ze swoich książek lubi najbardziej, odparł, że tę, której jeszcze nie zilustrował, z gotowych zaś wymienił serię poświęconą Misiowi Uszatkowi, ponieważ właśnie te książki podobają się dzieciom.
Już w 1954 roku otrzymał I nagrodę na Ogólnopolskiej Wystawie Książki i Ilustracji oraz Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci i młodzieży. W następnych latach został obsypany nagrodami i wyróżnieniami krajowymi i międzynarodowymi. Najbardziej cenił sobie Nagrodę im. Hansa Christiana Andersena i Order Uśmiechu (1976). Prace prezentował na licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych, m.in. w Amsterdamie, Ostendzie, Berlinie, Londynie, Pradze, Budapeszcie, Bolonii, Sofii, Wiedniu, Kairze, Hawanie, Bari, Hanoi, Mińsku, Pekinie, Bratysławie, Tokio. Zmarł w 1989 roku na XII Biennale Ilustracji w Bratysławie (od pierwszej edycji w 1967 roku zasiadał w Międzynarodowym Komitecie Organizacyjnym BIB i przez lata uczestniczył w jego pracach).

Gwiazda filmowa

Miś Uszatek miał zapisane w genach zarówno typowość, jak i nieprzeciętność, musiał zrobić karierę. I zrobił. I to jaką, międzynarodową! W 1975 roku Studio Małych Form Filmowych Se-Ma-For w Łodzi rozpoczęło produkcję serialu animowanego z naszym bohaterem w roli głównej na podstawie opowiadań Czesława Janczarskiego. Wcześniej, bo w 1962 roku, powstał film Miś Uszatek (współscenarzystą był Czesław Janczarski, Zbigniew Rychlicki przygotowywał scenografię), a w 1968 roku – Zaproszenie (jeszcze nie w ramach serii), oba w reżyserii Lucjana Dembińskiego (znanego twórcy animacji, m.in.: W krainie czarnoksiężnika Oza, serii o Muminkach czy Miś Colargol). Miś z pierwszych filmów nie był podobny do znanego nam z dobranocek Misia Uszatka, był szczuplejszy i miał oklapnięte prawe ucho, podczas gdy bohater dobranocek ma klapnięte ucho lewe. Teksty o Uszatku niczego w tej sprawie nie rozjaśniają, natomiast ilustracje w „Misiu” rozstrzygają sprawę, na ilustracji wyraźnie widzimy klapnięte ucho lewe.
Nie dziwi jednak, że animatorzy serialu czasem się mylili i Miś miewał przez kilka chwil klapnięte ucho prawe. Mimo zamieszania z uszami Uszatek miał szczęście do twórców serialu, m.in. do Janusza Galewicza – jednego ze scenarzystów i autora słów piosenki z czołówki i końcówki, Sławomira Grabowskiego – autora komentarzy, Piotra Hertla – kompozytora muzyki, a szczególnie do niezrównanego Mieczysława Czechowicza, który użyczył Misiowi głosu. A nawet do komisji scenariuszowej, która pilnowała, by filmy o Uszatku nie zawierały scen drastycznych czy wulgarnych. Poza tym nadal towarzyszył mu Zbigniew Rychlicki jako twórca projektu plastycznego – scenografii i lalek. Filmowy Miś jest wzorem pedanta: dobrze ułożony, nosi się schludnie i zwykle odpowiednio do pogody, a jego pokój lśni czystością. Kładąc się spać, przypomina przeżyte przygody i wygłasza moralizatorskie sentencje. Przytoczmy chociaż jedną, by zachwycić się jej prostotą:
„Czasami umykają nam z głowy bardzo proste rzeczy. Że trzeba wytrzeć nogi, umyć zęby, powiedzieć dziękuję, przepraszam albo dobranoc, kiedy idzie się spać”*.
Zastanawia, co sprawiło, że ten wzorowy porządnicki, przemądrzały moralizator, wręcz sztywniak, podbił serca młodych i starych? Moim zdaniem, wynikło to z tęsknoty za stałością otaczającego świata, za prostotą sądów, a także za przygodą – a te cechy nadał historyjkom o Misiu Uszatku Czesław Janczarski, jeszcze zanim powstały filmy i serial. Miś naprawia świat, a za takimi bohaterami tęsknimy, świadczy o tym choćby popularność kryminałów i – dawniej – westernów.
Dobranocki o Misiu realizowane były w łódzkim Se-Ma-Forze do 1987 roku, powstało 104 części. Serial stał się jednym z najlepszych produktów eksportowych polskiej kinematografii. Podbił Europę, znany jest w Azji, obu Amerykach, Afryce. Największą popularność zyskał w Finlandii, Słowenii, Japonii.
Na 2019 rok zapowiedziano premierę pełnometrażowego filmu o Misiu Uszatku, wciąż jednak brakuje nowego serialu… na dobranoc albo chociaż na podwieczorek.

***

Miś Uszatek

Miś Uszatek

Miś Uszatek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *