Cień i kość


“Cień i kość” autorstwa Leigh Bardugo, to jeden z największych bestsellerów młodzieżowego fantasy ostatnich lat.


Cień i kośćCień i kość to pierwszy tom trylogii Grisza, która urzeka niezwykle barwnym światem i wciągającą miksturą przygód, magii i emocji.

Ravka, niegdyś potężna i dumna, jest dziś otoczona przez wrogów i rozdarta przez Fałdę Cienia: pasmo nieprzeniknionej ciemności, w której czają się przerażające potwory. Niespodziewanie pojawia się nadzieja: samotna, młodziutka uciekinierka jest kimś więcej, niż się wydaje…

Alina Starkow nigdy w niczym nie była dobra. Kiedy jednak pułk, z którym podróżuje przez Fałdę, zostaje zaatakowany, a jej najlepszy przyjaciel Mal odnosi ciężkie rany, Alina musi coś zrobić. Odkrywa w sobie uśpioną moc, która ratuje Malowi życie – moc, która może też okazać się kluczem do wyzwolenia wyniszczonego przez wojnę kraju.

Potęga ma jednak swoją cenę.

Przemocą oderwana od wszystkiego, co jej znane, Alina trafia na dwór królewski, aby uczyć się na Griszę, członkinię władającej magią elity pod wodzą tajemniczego Darklinga.

W tym pełnym przepychu świecie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Podczas gdy światu grozi ciemność, a całe królestwo liczy na nieujarzmioną i nieprzewidywalną moc Aliny, dziewczyna będzie musiała się zmierzyć z sekretami Griszów… i własnego serca.

***

"Cień i kość" nie przypomina żadnej książki, jaką czytałam.
Veronica Roth, autorka bestselleru Niezgodna


Leigh Bardugo
Cień i kość
Przekład: Anna Pochłódka-Wątorek
Seria: Trylogia Grisza, tom I
Wydawnictwo Papierowy Księżyc
Premiera w tej edycji: 1 marca 2017
 

 

Cień i kość


Służba wołała na nich malenczki, małe duszki, bo byli najmniejsi i najmłodsi, i nawiedzali dwór księcia jak rozchichotane widma, wpadając i wypadając z pokojów, kryjąc się w kredensach, by podsłuchiwać, zakradając się do kuchni, by skraść ostatnie letnie brzoskwinie.
Chłopiec i dziewczynka przyjechali w odstępie ledwie paru tygodni: kolejna dwójka osierecona przez wojny na granicy, uciekinierowie z brudnymi buziami, których wyszarpano z rumowisk odległych miast i sprowadzono do majątku księcia, by nauczyli się czytać i pisać oraz by zdobyli jakiś fach. Chłopiec był niski i krępy, nieśmiały, ale zawsze uśmiechnięty. Dziewczynka była inna, i dobrze o tym wiedziała.
Przycupnięta w kuchennym kredensie, nasłuchiwała, jak dorośli plotkują. Ana Kuya – ochmistrzyni księcia – powiedziała:
– Brzydulka z niej. Dziecko nie powinno tak wyglądać. Blade i skwaszone jak szklanka zsiadłego mleka.
– A jaka chuda! – odparła kucharka. – Nigdy nie kończy kolacji.
Chłopiec, który przy niej kucał, obrócił się w jej stronę i wyszeptał:
– Właściwie to czemu ty nie jesz?
– Bo wszystko, co ona ugotuje, smakuje jak błoto.
– Mnie tam dobrze smakuje.
– Ty to wszystko zjesz.
Z powrotem przyłożyli uszy do szpary między drzwiczkami kredensu. Chwilę później chłopiec wyszeptał:
– Ja nie myślę, że jesteś brzydka.
– Ciiiii! – Dziewczynka syknęła. Ale w ukryciu cieni kredensu się uśmiechnęła.

Latem znosili długie godziny obowiązków domowych, po których następowały jeszcze dłuższe godziny lekcji w dusznych salach. Gdy upał był najgorszy, uciekali do lasu tropić ptasie gniazda albo pływać w błotnistym strumyku, albo godzinami wylegiwali się na swojej łące. Patrzyli, jak słońce powoli przesuwa się nad ich głowami, i rozważali, gdzie zbudują swoją małą mleczną farmę oraz czy będą mieli dwie, czy trzy białe krowy. Zimą książę wyjeżdzał do swojej miejskiej rezydencji w Os Alcie, a im krótsze i zimniejsze były dni, tym bardziej nauczyciele opuszczali się w obowiązkach, woleli bowiem siedzieć przy ogniu i grać w karty albo pić kvas. Znudzone i uwięzione w domu, starsze dzieci częściej bijały. Więc chłopiec i dziewczynka ukrywali się w nieużywanych pokojach majątku, wystawiali sztuki dla publiczności złożonej z myszy i robili, co mogli, by się rozgrzać.
W dniu, kiedy przybyli Inspektorzy Griszów, chłopiec i dziewczynka przysiedli w oknie zakurzonej sypialni na piętrze, bo mieli nadzieję, że uda im się wypatrzeć pocztowy dyliżans. Zamiast tego zobaczyli, jak przez białą kamienną bramę na teren majątku wjeżdżają sanie zaprzęgnięte w trzy czarne konie. Obserwowali ich cichą jazdę przez śnieg do frontowych drzwi księcia.
Z sań wyłoniły się trzy postacie w eleganckich futrzanych czapkach i ciężkich wełnianych keftach: jedna była szkarłatna, druga ciemnogranatowa, trzecia intensywnie purpurowa.
– Griszowie! – wyszeptała dziewczynka.
– Szybko! – powiedział chłopiec.
W jednej chwili zrzucili buty i cicho pobiegli korytarzem. Przemknęli przez pusty pokój muzyczny i śmignęli za kolumnę w galerii, wychodzącej na salon, gdzie Ana Kuya lubiła przyjmować gości.
Ana Kuya już tam była. W swojej czarnej sukni przypominała ptaka. Nalewała hetrbatę z samowaru, a wielki klucz pobrzękiwał jej przy talii.
– W tym roku zatem jest tylko ta dwójka? – zapytano cichym kobiecym głosem.
Przez balustradę balkonu wyjrzeli na znajdujący się poniżej pokój. Dwoje Griszów siedziało przy ogniu: przystojny mężczyzna ubrany na niebiesko i wyniosła, wyrafinowana kobieta w czerwonych szatach. Trzecia osoba – młody blondyn – przechadzała się po pokoju, prostując nogi.
– Tak – odparła Ana Kuya. – Chłopiec i dziewczynka, znacznie młodsi od wszystkich innych, jakich tu mamy. Wydaje się nam, że mają koło ośmiu lat.
– Wydaje się wam? –Zapytał mężczyzna ubrany na niebiesko.
– Kiedy rodzice nie żyją…
– Rozumiemy – rzekła kobieta. – Oczywiście, ogromnie podziwiamy waszą placówkę. Możemy tylko sobie życzyć, by większa część szlachty zainteresowała się losem pospólstwa.
– Nasz książę to bardzo wielki człowiek – powiedziała Ana Kuya.
U góry na balkonie chłopiec i dziewczynka pokiwali do siebie głowami z powagą. Ich dobroczyńca, książę Keramsov, był słynnym bohaterem wojennym i przyjacielem ludu. Powróciwszy z frontu, przekształcił swój majątek w sierociniec i dom dla wojennych wdów. Kazano im modlić się za niego co noc.
– A jakie są te dzieci? – Spytała kobieta.
– Dziewczynka umie trochę rysować. Chłopiec najbardziej swobodnie czuje się na łące i w lesie.
– Ale jacy są? – Powtórzyła kobieta. Ana Kuya zacisnęła zasuszone usta.
– Jacy są? Niesforni, przekorni, o wiele za bardzo do siebie przywiązani. Oni…
– Przysłuchują się każdemu naszemu słowu – wtrącił młody człowiek w purpurze.
Chłopiec i dziewczynka aż podskoczyli ze zdziwienia. Mężczyzna wpatrywał się prosto w ich kryjówkę. Skurczyli się za kolumną, ale było już za późno. Głos Any Kui przeciął powietrze jak bicz.
– Alina Starkov! Malien Orecev! Schodzić tu natychmiast!
Alina i Mal niechętnie zeszli po wąskich, krętych schodach na końcu galerii. Gdy dotarli na dół, kobieta ubrana na czerwono powstała z krzesła i skinęła na nich, by podeszli.
– Wiecie, kim jesteśmy? – zapytała kobieta. Miała stalowoszare włosy i pomarszczoną, lecz piękną twarz.
– Jesteście czarownice! – Palnął Mal.
– Czarownice? – Warknęła kobieta i obróciła się na pięcie do Any Kui. – Tego uczycie w tej szkole? Przesądów i kłamstw?
Ana Kuya pokraśniała ze wstydu. Kobieta w czerwieni obróciła się z powrotem w stronę Aliny i Mala. Jej oczy płonęły.
– Nie jesteśmy czarownicami. Praktykujemy Naukę Małą. Dbamy o bezpieczeństwo tego kraju i królestwa.
– Podobnie jak Pierwsza Armia – powiedziała Ana Kuya cicho, lecz ostro. Kobieta w czerwieni zesztywniała, lecz po chwili przyznała:
– Podobnie jak Armia Króla.
Młodzieniec w purpurze uśmiechnął się i ukląkł przed dziećmi. Odezwał się łagodnie:
– Kiedy liście zmieniają kolor, mówicie na to czary? Albo kiedy skaleczycie się w dłoń, a ona się goi? A kiedy postawicie garnek wody na piecu, a woda się zagotuje – czy to wtedy czary?
Mal pokręcił głową z szeroko rozwartymi oczami. Alina jednak zmarszczyła czoło i powiedziała:
– Każdy może zagotować wodę.
Ana Kuya westchnęła ze zniecierpliwieniem, ale kobieta ubrana na czerwono się zaśmiała.
– Masz zupełną rację. Każdy może zagotować wodę. Ale nie każdy może opanować Naukę Małą. Dlatego przybyliśmy, by poddać was próbie. – Odwróciła się do Any Kui. – Zostaw nas samych.
– Zaraz! – Zakrzyknął Mal. – Co będzie, jeśli jesteśmy Griszami? Co z nami będzie?
Kobieta w czerwieni spojrzała na nich.
– Jeśli jakimś cudem jedno z was jest Griszą, wówczas to szczęśliwe dziecko uda się do specjalnej szkoły, gdzie Griszowie uczą się używać swoich darów.
– Będzie mieć najpiękniejsze ubrania, najlepsze jedzenie, czegokolwiek sobie zażyczy – dodał mężczyzna w purpurze. – Chciałbyś tak?
– To najwspanialszy sposób służby królowi – powiedziała Ana Kuya, która zwłóczyła przy drzwiach.
– Święte słowa – powiedziała kobieta w czerwieni, zadowolona i skłonna zawrzeć pokój.
Chłopiec i dziewczynka spojrzeli na siebie. Dorośli nie zwracali na nich za bardzo uwagi, więc nie zauważyli, jak dziewczynka wyciąga dłoń i łapie chłopca za rękę. Nie widzieli też spojrzenia, jakim dzieci się wymieniły. Książę byłby rozpoznał to spojrzenie. Spędził długie lata na spustoszonych rubieżach północy, gdzie wioski były stale oblężone, a wieśniacy toczyli boje, nie czekając pomocy króla ani nikogo innego. Widział kobietę, jak stała boso i bez drgnienia w drzwiach swojego domu naprzeciw bagnetów. Znał wyraz twarzy człowieka, który strzeże swego domu, do obrony mając tylko kamień w dłoni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *