Obronić królową


"Obronić królową", nowa książka Barbary Kosmowskiej, została wyróżniona w IV Konkursie im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży.


Obronić królowąCzytelnik znajdzie w niej ciepło, mądrość życiową, humor i nostalgię, z którymi spotkał się już w innych powieściach tej autorki, takich jak "Buba", "Pozłacana rybka", "Panna Foch" czy "Sezon na zielone kasztany".

Greta przyjeżdża do małego miasteczka, gdzie ma zamieszkać z dawno niewidzianym ojcem i jego nową rodziną. I choć macocha jest chłodna jak zimne ognie, a ojciec rozkojarzony i zagubiony, to już mała Lilka, siostra przyrodnia dziewczyny, okazuje się prawdziwą wymiataczką smutków. No i jest jeszcze Igor.

Chłopak inny niż wszyscy, który, tak się dziwnie składa, odkąd poznał Gretę, trzyma pod poduszką parę tomików wierszy… Ale o Igora walczy jak lwica Milena, piękna, inteligentna, dobra i wrażliwa koleżanka z klasy…

Pytanie tylko, czy Milena naprawdę jest chodzącym ideałem… i co uczyni z tragiczną tajemnicą Grety. Czy sympatia małego miasteczka wobec "nowej" runie nagle jak domek z kart?

Barbara Kosmowska (1958) – pisarka, literaturoznawczyni, autorka słuchowisk dla dzieci i młodzieży. Choć jej właściwym debiutem (powieściowym) była "Głodna kotka" (2000), za pierwszego recenzenta Barbara Kosmowska uważa własną mamę, która następująco oceniała pisane przez córkę wiersze: "Piękne, bardzo dobre, śliczne". Za "Teren prywatny" pisarka otrzymała główną nagrodę w konkursie na polską wersję "Dziennika Bridget Jones". "Pozłacana rybka" została wyróżniona przez IBBY tytułem Książki Roku 2007, a także I miejscem w Konkursie Literackim imienia Astrid Lindgren. Również powieść "Buba" zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie na powieść dla dzieci i młodzieży pod hasłem "Uwierz w siłę wyobraźni". Ostatnio autorka opublikowała "Dziewczynkę z parku" (2012), "Niechcianą" (2013) oraz "Ukrainkę" (2013).


Barbara Kosmowska
Obronić królową
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Premiera: 17 maja 2017
 

 

Obronić królową


Urodziły się niemal w tym samym momencie.
I od tamtej chwili wszystko już robiły razem. Zosia i Hania Orylówny, moje czytelniczki bliźniaczki.
Podczas pracy nad Obronić królową wracałam myślami do czasów, gdy rosły razem z moimi książkami. Co to była za frajda!
Pisać powieść dla dwóch dziewczynek jednocześnie!
A potem nagle wyrosły. I już nie tak łatwo trafiało się na listę ich lektur. Bogatą, zróżnicowaną i coraz dojrzalszą. Na szczęście dalej łączyła nas przyjaźń i literackie sympatie, choćby do Johna Greena. Zapragnęłam, by Obronić królową stało się prezentem na sierpniowe urodziny dwóch wspaniałych dziewczyn.
I podziękowaniem. Zosiu, Haniu, ta historia nie o Was, ale dla Was moja życzliwość, wdzięczność i pamięć.
Basia Kosmowska

Jestem zdania, że czas powinien wszystko wybaczyć
i zapomnieć albo zapomnieć i wybaczyć.
Kolejność nieobowiązkowa, a nawet,
śmiem twierdzić, dowolna.

Szalony Kapelusznik w filmie Tima Burtona
Alicja w Krainie Czarów

ROZDZIAŁ PIERWSZY

1

Czekał na córkę i patrzył w okna na pierwszym piętrze. Stary blok z osypującym się tynkiem przywoływał złe wspomnienia. Tomasz Maliński zachodził teraz w głowę, co się stało z tymi dobrymi. Gdzie je pogubił? Dlaczego nie pamiętał, czy był tu w ogóle…

…szczęśliwy? Pewnie był. Dopóki się nie okazało, że do szczęścia nie wystarczą perfumy jaśminowe i odrapany balkon. „Może dostałem za dużo? – pomyślał ze smutkiem. – I nie to, czego pragnąłem…? Choćby dziecko… Zbyt wiele jak na tamten czas. Strasznie spanikowałem. Po czymś takim szczęście kojarzy się wyłącznie z ucieczką…”.
− Tylko tyle? − zapytał, odrywając spojrzenie od zaniedbanego balkonu, gdy stanęła przed nim niemal bezszelestnie. Ogarnął wzrokiem plecak i niewielką walizkę. Dziewczyna lekkim ruchem postawiła swoje rzeczy obok samochodu. Jedynie rumieniec zdradzał, w jakim pośpiechu opuszczała mieszkanie.
Greta. Jego pierwsza córka, której prawie nie znał.
− Naprawdę tylko tyle? − upewnił się z niedowierzaniem.
W jego głosie zabrzmiały jednocześnie zdumienie i ulga. Zdziwił się, że plecak i walizka pomieściły wszystko, czego potrzebuje nastolatka opuszczająca dom na cały rok. I znalazł pocieszenie w skrywanej głęboko myśli, że przeprowadzka córki jest tymczasowa, a rok to tylko dwanaście miesięcy.
Choć nigdy by się z tą myślą przed Gretą nie zdradził.
− O czymś zapomniałam. − Dziewczyna spojrzała na ojca przepraszająco. − Jeszcze moment!
Ruszyła przed siebie i szybko zniknęła w bramie. Wróciła szybciej, niżby się spodziewał. Ze szmacianą, mocno zużytą maskotką. Próbowała ukryć ją w szerokich połach kurtki, ale zauważył.
− Pasażer na gapę − rzuciła, siląc się na żartobliwy ton. I była wdzięczna ojcu za to, że nie drąży tematu.
Oboje byli sobie za to wdzięczni.
Tomasz Maliński przez chwilę się obawiał, że pluszak, który mogł być przecież prezentem od niego (oby nie), posłuży jako pretekst do okropnej rozmowy o zaniedbanych dzieciach i nieobecnych rodzicach. Na szczęście już wcześniej, jak na dobrego prawnika przystało, przedstawił córce wszystkie swoje oczekiwania. Paragraf po paragrafie, punkt po punkcie. Wśród różnych życzeń zgrabnie przemycił prośbę o niepowracanie do uciążliwych wspomnień z przeszłości. A Greta sprawiała wrażenie dość rozsądnej, żeby nie komplikować i tak trudnej sytuacji.
Dla niej temat był jeszcze bardziej niezręczny. Szmacianego osła dostała od babci.
„Zastąpi mnie, kiedy będę daleko” − powiedziała starsza pani, gdy razem pakowały neseser z drobiazgami potrzebnymi w szpitalu. Tymczasowa rozłąka kojarzyła się Grecie z zimnem i zielonym fartuchem. Wtedy, na korytarzu przypominającym raczej wybieg dla szlafroków niż miejsce spacerów dla ludzi, rozmawiała z babcią po raz ostatni. Okazało się, że „daleko” ma wiele znaczeń. A jedno z nich na zawsze zmieniło starannie poukładany świat Grety. To wtedy bury osioł przestał być zwyczajnym pluszakiem i awansował na łącznika pomiędzy opustoszałym dzieciństwem i bliżej nieustalonym nowym adresem babci.
A teraz i ona, Greta, zmieniała adres. Nie z własnej woli − po prostu musiała. W każdym razie osioł rozumiał ją doskonale. I zawsze pachniał jak babcia. Albo mama. O co jego właścicielka zadbała, co jakiś czas rozpylając nad ukochanym zwierzakiem mgiełkę jaśminowych perfum.
Tym razem chyba przesadziła, bo ojciec zmarszczył nos.
− Co, nie lubisz zapachu jaśminów? − Wyglądała na zmartwioną.
− Jaśminów…? − Zwlekał z odpowiedzią, włączając się do ruchu na jednokierunkowej uliczce. − Nie wydaje mi się. Żebym nie lubił − dodał zbyt szybko. − Zapach jak każdy inny − wybrnął. I natychmiast zmienił temat:
− Twój pokój już jest gotowy. Obok pokoju Lilki. Anna… moja żona… osobiście się tym zajęła. Mam nadzieję, że jakoś…
Zawiesił głos, jakby wybrał się na poszukiwanie właściwego słowa.
Greta wybawiła go z kłopotu.
− Będzie dobrze − zapewniła, wkładając w to krótkie zdanie cały swój niepewny entuzjazm.
„Mówię jak przed operacją wyrostka!” – skarciła się w duchu.
Spojrzała na ojca spod grzywki, ale wydawał się zadowolony. Usłyszał to, co chciał.
− Lilka… Pójdzie teraz do drugiej klasy? − zapytała.
− Do drugiej… Lubi szkołę… Trochę choruje… Wspominałem ci chyba o tym.
Wspominał, ale o astmie przyrodniej siostry słyszała już wcześniej. Od mamy, która nie omieszkała dodać, że „wszystkie złe uczynki w końcu do nas wracają”. Gretę oburzyły wtedy jej słowa.
„Jak możesz? Przecież to dziecko. I… jednak moja siostra” − zaprotestowała.
Matka zgniotła w sobie niechęć.
„Nawet jej nie znasz, tej twojej siostry” − dorzuciła, ale już bez satysfakcji.
− Trochę czytałam o astmie. Podobno można ją wyleczyć. − Greta wróciła ostrożnie do tematu. Patrzyła przed siebie, ale była pewna, że ojciec omiótł ją uważnym spojrzeniem.
− Czytałaś o astmie…? − Był zaskoczony. − My też jesteśmy dobrej myśli. Rokowania są świetne, a mała dzielnie sobie radzi.
Gdyby mama to słyszała − Greta nie miała żadnych wątpliwości − nie odmówiłaby sobie riposty. Czegoś w stylu, że matka Lilki też nieźle sobie poradziła, rozbijając szczęśliwą rodzinę.
Rozumiała cierpienie i żal mamy. Ale wiedziała, że nikt jej nie pomagał rozbijać szczęśliwej rodziny. Sama sobie z tym poradziła. Z pomocą ojca, oczywiście…
Im Greta była starsza, tym bardziej powątpiewała w mityczną utraconą szczęśliwość. Wyrastała przecież w kiepskim towarzystwie wiecznych pretensji i wzajemnych zarzutów. Lata mijały, a mama wciąż nie potrafiła wybaczyć ojcu tego, że pewnego dnia, po kolejnej awanturze przy obiedzie, odsunął najpierw talerz z zupą, potem krzesło, aż wreszcie żonę stojącą mu na drodze do drzwi.
Ją, małą Gretę, też odsunął, choć wtedy mógł tego nie zauważyć, zaślepiony gniewem, głuchy na krzyk i łzy.
− Wasze mieszkanie trzeba będzie wynająć. − Ojciec nieświadomie przywrócił czas teraźniejszy. − Dałem ogłoszenie… Przez rok uzbiera się trochę pieniędzy… Potem, kiedy już zamieszkasz z ciotką, przydadzą się…
Dopiero teraz, gdy Tomasz Maliński wziął się do porządkowania przyszłości Grety, sprawiał wrażenie zadowolonego. Raz i drugi wydusił nawet z siebie jakiś zdawkowy uśmiech. Jeszcze z nim nie zamieszkała, a już wysyłał w drogę powrotną plecak i walizkę, leżące teraz bezpiecznie w bagażniku. Nabrała pewności, że ojciec marzy o chwili, kiedy będzie mógł odwieźć ją do Warszawy.
„Nie daje mi szansy − pomyślała. − Nie zna mnie, ale zakłada, że to nie może się udać…”.
Dlaczego aż tak zabolało? Przecież jest już prawie dorosła…
„Rozmawiamy jak obcy sobie ludzie”.
Za oknami czerwieniały i żółciły się drzewa. To gwałtowne, pospieszne nadejście jesieni bardzo Gretę zdziwiło. Był jeszcze sierpień, tak, ale niepodobny do wcześniejszych. Kiedyś mogła dłużej spać, czytać do późnego zmroku, a mimo to lato w niej kwitło i dojrzewało opalenizną aż do pierwszego dnia szkoły. Dni miały smak sezonowych owoców, a zieleń traciła gwarancję powoli i z godnością. Tym razem było inaczej. Może to nie wina mijających tygodni? Może ostatnie wydarzenia sprawiły, że przegapiła swoją ulubioną porę roku? Utraciła ją nagle jak stały adres zamieszkania.
„Utracić lato − to brzmi jak tytuł okropnie smutnego filmu” − pomyślała. Przymknęła oczy. Kontury mijanych drzew zlepiały się w mur bez końca i początku.
Mury, gruzy, ruina − to właśnie zostawiała za sobą. Wtuliła nos w osła i poczuła jaśmin. Jakby rozkwitł w futrze maskotki na przekór ponurym myślom. Bo wiadomo − tu Greta zdobyła się na nieśmiały uśmiech − z każdej katastrofy można ocalić coś bezcennego, jeśli się tego bardzo pragnie.
Spojrzała na ojca. Nigdy nie podzieli się z nim tą myślą. Nie zrozumiałby. Nie on.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *