Archie Greene i zaklęcie kruka


“Archie Greene i zaklęcie kruka”, trzeci tom przygód Archiego Greene’a, przenosi czytelnika w świat, w którym półki z książkami są zaczarowane, bibliotekarze okazują się czarodziejami, a zaklęcia nie są rzucane na wiatr…


Archie Greene i zaklęcie kruka„W Muzeum Rozmaitości Magicznych, w sali Skryptorium, na karcie otwartej księgi zamigotał czarny płomień. Litery zaklęcia wypaczyły się i skurczyły w ciemnych jęzorach, i po chwili został po nich jedynie popiół”.

Archie i jego przyjaciele z Klubu Alchemików wytrwale przepisują zaklęcia zawarte w magicznych księgach, lecz ktoś wykorzystuje ich moc do czynienia zła. Mroczny Płomień rośnie w siłę, a powstrzymać go może jedynie odnalezienie przepowiedni Fabiana Greya.

Archie jest bliżej odkrycia prawdziwego znaczenia proroctwa, niż sądzi. Tylko kto jest autorem tajemniczych wiadomości podpisanych inicjałami F.G. i opatrzonych rysunkiem kruka?

Czy Archie odkryje swoje przeznaczenie, ochroni przyjaciół i ocali magię?

D. D. Everest mieszka ze swoją rodziną, a także dwoma pięknymi kotami, w starym, pełnym zakamarków edwardiańskim domu pod Londynem, w pobliżu Ashdown Forest, pierwowzoru Puchatkowego Stumilowego Lasu. Kiedy nie pisze, trenuje młodzież w miejscowym klubie piłkarskim i bywa technikiem muzycznym w kolejnych rockandrollowych grupach swojego syna. Ale nie narzeka. W każdym razie nie tak bardzo. W wolnym czasie zajmuje się dziennikarstwem i pisaniem książek. Jego powieść, “Archie Greene i sekret czarodzieja”, trafiła na krótką listę kandydatów do National Book Award w kategorii literatury dziecięcej.


D.D. Everest
Archie Greene i zaklęcie kruka
Przekład: Agnieszka Jacewicz
seria: Archie Greene t.3
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 15 maja 2018
 

 

Archie Greene i zaklęcie kruka


Trzy typy magii

Naturalna
Najczystszy rodzaj magii mającej źródło w czarodziejskich stworzeniach i roślinach, jak też podstawowych żywiołach natury, takich jak Słońce, gwiazdy i oceany.

Śmiertelna
Magia tworzona przez człowieka. Posługuje się szerokim instrumentarium czarodziejskim, jak również różnymi konstruowanymi przez magików urządzeniami, które pozwalają im wykorzystywać czarodziejską moc.

Nadprzyrodzona
Trzeci i najmroczniejszy typ magii wykorzystującej moc duchów i innych istot nadprzyrodzonych.

Pięć mądrości umiaru w magii

W 1666 roku na skutek nieostrożnych działań magicznych doszło do wypadku, który wywołał wielki pożar Londynu. W celu zapobieżenia podobnym katastrofom przyjęto „Mądrości umiaru w magii”. („Mądrości” to w wypadku magii obowiązujące prawa).
 
Pierwsza: wszelkie magiczne księgi i artefakty należy oddać do Muzeum Rozmaitości Magicznych celem ich zbadania i sklasyfikowania. (Muzeum dokonuje ich klasyfikacji według trzech typów czarodziejskiej mocy).
 
Druga: magiczne księgi i artefakty nie mogą być wykorzystywane, kupowane ani sprzedawane, dopóki nie zostaną właściwie rozpoznane i sklasyfikowane.

Trzecia: używanie bez upoważnienia magii poza miejscem do tego przeznaczonym jest zabronione.
 
Czwarta: gromadzenie magicznych ksiąg i artefaktów jest zabronione na mocy zakazu o niebezpiecznych praktykach magicznych.
 
Piąta: złe traktowanie czarodziejskich stworzeń jest surowo zakazane.

W Muzeum Rozmaitości Magicznych, w sali Skryptorium, na karcie otwartej księgi zamigotał czarny płomień. Litery zaklęcia wypaczyły się i skurczyły w ciemnych jęzorach i po chwili został po nich jedynie popiół. Powiew cuchnącego powietrza zdmuchnął szary pył. Na stronie widniał tylko ciemny ślad przypalenia, znacząc miejsce, gdzie chwilę wcześniej płonął czarny ogień.

1

Robaki na kolację

Archie Greene wytężył wzrok, próbując coś dojrzeć w mrocznym pomieszczeniu. Ciemności rozpraszał tylko pojedynczy promień słońca, który wpadał do środka przez szczelinę okna. Nie było tu żadnych mebli, jedynie kupa szmat w kącie i ciężki żelazny łańcuch.
Na parapecie wylądował kruk. Na moment zasłonił światło. Po chwili złożył skrzydła i wślizgnął się do środka przez wąski otwór okienny. Kupa szmat się poruszyła i w mroku błysnęły oczy. W kącie tkwił przykuty do ściany człowiek.
– Witaj, stary przyjacielu – wychrypiał. – Co mi dziś przynosisz?
Kruk otworzył dziób i na podłogę upadł tłusty robak.
Mężczyzna pochwycił go i połknął łapczywie.
– Uczta godna króla. – Zaśmiał się z goryczą. – A teraz jeszcze raz opowiem ci moją historię, abyś mógł ją przekazać swoim dzieciom, a one swoim, bo w przyszłości kruki będą ostrzegały przed niebezpieczeństwem.
Ptak przekrzywił łepek, słuchając uważnie. Więzień ze świstem wciągnął powietrze. Archie widział, że choć w ciemnych włosach srebrzy się siwe pasmo, wciąż jest młody.
– Był sobie raz naiwny alchemik. Nazywał się Fabian Grey – popłynęły pierwsze słowa opowieści.
 

*

 
– Archie, obudź się! – usłyszał głos Bramble Foxe. – Poszłam tylko po książkę, a ty zasnąłeś jak kamień!
Przez chwilę nie wiedział, gdzie się znajduje. Jego nozdrza wypełniła woń starego pergaminu i uzmysłowił sobie, że policzkiem opiera się o otwartą księgę. Widocznie zmęczony zapadł w sen. Otworzył oczy i zobaczył, że jest w Skryptorium. Właśnie w tej sali Muzeum Rozmaitości Magicznych pisano magiczne zaklęcia.
On i Bramble byli uczniami muzeum, w którym zgromadzono największe zbiory magicznych dzieł na świecie. Kryło się ono w podziemiach Biblioteki Bodlejańskiej w Oksfordzie.
Bramble, jego o dwa lata starsza kuzynka, trzymała stertę książek, ale wyglądała jakoś dziwnie. Miała zupełnie zieloną twarz. Prawdę mówiąc, wszystko wokół miało zielonkawą barwę. Archie zmarszczył brwi. Dopiero po chwili pojął, że Szmaragdowe Oko, magiczny wisior podarowany mu przez ducha słynnego maga Johna Dee, leży na otwartej księdze przed nim. Chłopiec patrzył na Bramble przez amulet.
Odetchnął z ulgą, wyprostował się i schował wisior z powrotem pod koszulę. Złote pióro, którego używał do zapisywania zaklęć, leżało na biurku. Pewnie wysunęło mu się z dłoni, gdy zasnął. Wziął je i poczuł wibracje magicznej energii. Niegdyś należało do siedemnastowiecznego alchemika Fabiana Greya, przodka Archiego.
Archie miał prawie trzynaście lat i ostrzyżone na jeża włosy barwy mysiego brązu. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak inni chłopcy w jego wieku. Jedyną wskazówką magicznych zdolności był kolor jego oczu. Jedno miało barwę zieloną, a drugie szarą. Taką cechę nazywano „oczami czarodzieja”. Poza tym we wnętrzu jego prawej dłoni widniały dwa podobne do tatuaży symbole magicznych sprawności, których naukę rozpoczął. Pierwszy miał kształt igły z nitką, a pojawił się, zanim Archie został pomocnikiem w magicznej introligatorni. Drugi wyglądał jak smok połykający własny ogon i był jeszcze bardziej wyjątkowy, ponieważ pozwalał chłopcu zapisywać zaklęcia.
Archie przetarł oczy.
– Uważaj na atrament! – krzyknęła Bramble, wskazując kryształowy kałamarz stojący niebezpiecznie blisko łokcia chłopca. – Niewiele nam zostało!
Naczynie zawierało cenną magiczną substancję zwaną azothem. Umożliwiała ona zapisywanie magicznych formuł i niezwykle trudno było ją wytworzyć. Archiemu i jego przyjaciołom udało się zrobić niewielką jej ilość, odkąd odkryli recepturę w dzienniku Fabiana Greya. Bramble położyła książki na pulpicie.
– W tym tygodniu już drugi raz zasnąłeś. A mamy jeszcze tyle roboty. – Pokazała na stos tomów. Odgarnęła długie ciemne włosy na plecy i wycelowała palcem w zegar na ścianie. – Już prawie ósma, a nie chcę się znowu spóźnić.
Praca w muzeum była fascynująca, ale ostatnio często siedzieli tu do późna. Archie przeciągnął się i ziewnął. Od pewnego czasu ciągle czuł się zmęczony. Na pewno przez te wieczory spędzane w Skryptorium.
Oprócz ich dwojga jeszcze troje uczniów potrafiło zapisywać zaklęcia: młodszy kuzyn Archiego, Thistle, oraz dwoje przyjaciół, Rupert Trevallen i Arabella Ripley. Nazywali swoją grupę Klubem Alchemików, na cześć pierwszego klubu założonego przez Fabiana Greya. Tyle że ostatnio zostali jedynie Archie, Bramble i Thistle.
– Jutro wraca Arabella, więc nam pomoże – stwierdziła Bramble. – Mam nadzieję, że miło spędziła z rodzicami czas w Pradze.
– A mi brakuje Ruperta. – Archie westchnął. – Przynajmniej mogliśmy trochę odpocząć, kiedy tu był.
Jeszcze przed miesiącem Rupert opiekował się mityczną menażerią w Wydziale Magii Naturalnej, ale ponieważ był starszy od pozostałej czwórki uczniów, zakończył już naukę w muzeum i rozpoczął pracę w Królewskim Towarzystwie Magii w Londynie. Sprawowało ono pieczę nad całą magią w Wielkiej Brytanii i podlegało międzynarodowej Lidze Magicznej. O Królewskim Towarzystwie Archie wiedział niewiele ponad to, że posiada wiekowe rezerwy cennego azothu.
– Jak mu tam idzie? – spytał.
Wiedział, że Bramble utrzymuje z Rupertem kontakt.
– Pracuje z Orpheusem Gloomem – odparła. Gloom był asesorem magicznych zdolności i przez jakiś czas pracował w muzeum. – Królewskie Towarzystwo poszukuje nowych sposobów produkcji azothu. Prowadzi doświadczenia z wykorzystaniem substancji pozyskanych od różnych magicznych stworzeń. Gloom wybrał Ruperta ze względu na jego doświadczenie w pracy z menażerią.
– A kto przejął opiekę nad naszymi zwierzętami?
– Decyzja jeszcze nie zapadła. Thistle się zgłosił, ale nie ma pewności, czy go wybiorą. A skoro o tym mówimy… słyszałam od Edith Drew, że z magicznymi stworzeniami coś się dzieje. Podobno brakuje kilku sapaczy.
Sapacze przypominały świnki morskie i wytwarzały specjalny enzym, za którego pomocą znikały, gdy wyczuwały zagrożenie.
– Skąd wiadomo, że ich nie ma? – zdziwił się Archie. – Może się tylko pochowały.
– Sapacze znikają na kilka sekund, nie na całe tygodnie – stwierdziła Bramble. – Poza tym nie chodzi wyłącznie o nie. Inne zwierzęta chorują. Simon od tygodni nie zmienił koloru!
Salamandry były dalekimi krewnymi smoków i zmieniały barwę zależnie od nastroju. Kapryśny Simon zwykle robił to kilka razy w ciągu dnia.
– Może czuje się trochę bezbarwnie – wysnuł domysł Archie.
Bramble pokręciła głową.
– Nie, coś mu na pewno dolega. Nie ma apetytu, a wiesz, jak salamandry lubią jeść. Myślę, że po prostu tęskni za Rupertem.
Archie uśmiechnął się pod nosem. Wciąż zdarzały mu się chwile, kiedy nie mógł uwierzyć, że prowadzi rozmowy o smokach i magicznym atramencie. Dawniej jego życie nie było tak ekscytujące.
Jego rodzice i siostra zaginęli, gdy był jeszcze niemowlęciem. Przez dwanaście lat wiódł spokojne życie z babcią w małej nadmorskiej miejscowości. Podczas minionych wakacji wszystko się zmieniło. Poznał wtedy kuzynów i dowiedział się, że jest potomkiem rodu Strażników Płomienia Aleksandrii – tajnej społeczności, która strzegła pradawnego magicznego Płomienia Faros, poszukiwała magicznych ksiąg oraz sprawowała pieczę nad nimi.
Kiedy Archie rozpoczął naukę w muzeum, odkrył, że posiada rzadką umiejętność – mógł rozmawiać z magicznymi książkami. Wykorzystał ten talent, aby udaremnić spisek, który miał doprowadzić do uwolnienia złego czarownika Barzaka z Księgi dusz zaliczanej do Strasznych Woluminów – siedmiu najniebezpieczniejszych magicznych dzieł, jakie kiedykolwiek powstały.
Kolejną przygodę przeżył za sprawą innego Strasznego Woluminu – grymuaru – który rzucił klątwę na Fabiana Greya i członków pierwszego Klubu Alchemików. Archie i jego nowy klub znaleźli się w wielkim niebezpieczeństwie, ale na szczęście chłopiec zdołał pokonać grymuar i zdjąć klątwę z przyjaciół.
Od tamtej pory upłynęły trzy miesiące, w ciągu których cała piątka nieustannie ćwiczyła się w umiejętności zapisywania zaklęć. Wreszcie, pod nadzorem kierownika Wydziału Ksiąg Zaginionych Gideona Hawke’a, ale bez wiedzy władz magicznej społeczności, zaczęli przepisywać blaknące zaklęcia przechowywanych w muzeum ksiąg.
Archie zdał sobie sprawę, że Bramble przygląda mu się dziwnie.
– Kiedy weszłam, mamrotałeś nieprzytomnie. Coś ci się śniło?
Chłopak przypomniał sobie dziwny sen.
– Widziałem Fabiana Greya w londyńskiej twierdzy Tower – powiedział i zerknął na złote pióro, które trzymał w dłoni.
– Znowu on! – Bramble uniosła brwi.
Grey ostatnio często się pojawiał w snach Archiego. Słynny alchemik trafił do więzienia w Tower, gdy w wyniku eksperymentu magicznego przypadkiem doprowadził do wielkiego pożaru Londynu.
Bramble się zamyśliła.
– Jestem pewna, że Grey ma jakiś związek z tym, nad czym teraz pracuje tata – przyznała w końcu. – Niedawno słyszałam rozmowę rodziców. Mama coś o tym wspomniała.
Wuj Archiego, Woodbine Foxe, pracował jako odnajdywacz i nieustannie poszukiwał niezidentyfikowanych magicznych książek. Większość czasu poświęcał na szperanie w antykwariatach i sprawdzanie różnych zgłoszeń oraz informacji. Od czasu do czasu muzeum wysyłało go po jakiś zaginiony tom. Ostatnio sprawiał wrażenie nieobecnego duchem, dlatego dzieci podejrzewały, że powierzono mu kolejną tajemniczą misję.
Choć w sali nie było nikogo poza nimi, Bramble zniżyła głos do szeptu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *