Bruno i siostry


Sympatyczna, ciepła i pełna humoru książka idealna do szkolnego plecaka, wyróżniona w konkursie PS IBBY KSIĄŻKA ROKU 2007.


Bruno i siostryBruno, miłośnik literatury gotyckiej i muzyki rockowej, ma mnóstwo kłopotów z siostrami, osiemnastoletnią Kaśką i rezolutną siedmiolatką Miłką.

Do tego niedawna przeprowadzka ze stolicy do podmiejskich Brzezin sprawia, że ten małomówny szóstoklasista okazuje się całkiem gadatliwy w swoim dzienniku, w którym bez skrupułów ujawnia rodzinne sekrety i obsmarowuje swoje siostry…

Ale czy mógłby bez nich żyć?

Dorota Suwalska – pisarka, animatorka kultury, ilustratorka, dziennikarka, autorka scenariuszy. Nominowana do Astrid Lindgren Memorial Award 2013 i 2014.
Współpracowała z TVP, realizując krótkie filmy plastyczne i felietony autorskie dla dzieci. W swoim dorobku ma trzy tomiki poetyckie oraz powieści dla dzieci i młodzieży: „Znowu kręcisz, Zuźka!”, „Zuźka w necie i w realu”, „Bruno i siostry” (wyróżnienie literackie w konkursie Polskiej Sekcji IBBY Książka Roku, nominacja do nagrody Kornela Makuszyńskiego, powieść na liście książek proponowanych przez Polski Instytut Książki), „Marionetki Baby-Jagi”, „Ratunku, marzenia!”, „Pan Fortepianek”.
Jej utwory tłumaczone były na hiszpański, słoweński, a także… na język przestrzeni. To ostatnie dotyczy literacko-internetowego projektu: „www.terapia” (dla dorosłych). Swoje wiersze, opowiadania i artykuły publikowała w prasie dziecięcej, literackiej i pedagogicznej, podręcznikach szkolnych. Współpracuje z portalem www.ngo.pl

Przemysław Liput – urodzony w Sanoku. W 2010 roku ukończył studia na kierunku Grafika na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Dyplom magisterski w pracowni druku cyfrowego pt. „Niedobici”. Jest autorem ilustracji do książek. Od 2011 prowadzi zajęcia z filmu animowanego na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Realizuje prace w technikach graficznych, rysunkowych oraz wideo. W filmie animowanym interesuje się działaniami bezkamerowymi i przedkinematograficznymi. W Wydawnictwie „Nasza Księgarnia” opublikował książkę „Rok w przedszkolu”.


Dorota Suwalska
Bruno i siostry
Ilustrator: Przemysław Liput
wydanie 2
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Premiera w tej edycji: 18 kwietnia 2018
 

 

Bruno i siostry


Księga pierwsza
Dracula

Wampiry i wilkołaki

Nagły podmuch rozwiał gęste chmury i odsłonił bladą tarczę księżyca – wielką i okrągłą. Wiatr ucichł, a świat jakby zamarł na chwilę, porażony srebrzystym blaskiem… Ciemne kontury drzew znieruchomiały na tle nieba. Nastała przeraźliwa cisza, a po chwili… z głębi lasu rozległo się…

Co to za wycie?! Opuściłem książkę na kolana i z niepokojem spojrzałem w okno. Po moich plecach przeszedł dreszcz. Co za noc?! Piątek… trzynastego… i do tego pełnia księżyca. W taką noc wszystko może się zdarzyć…
W ciemności zabłysły zielonkawe, fosforyzujące ślepia i czarna kotka, miaucząc przenikliwie, zeskoczyła z parapetu najwyraźniej czymś przerażona. Z nastroszonej sierści posypały się iskry.
Próbowałem czytać dalej, ale litery skakały mi przed oczami w chybotliwym świetle świecy.

Z głębi lasu rozległo się przerażające…

– BRUNO!
Gwałtownie podskoczyłem na łóżku, a książka wypadła mi z rąk.
– Ach, to ty – odetchnąłem.
Z mroku wyłoniła się drobna sylwetka mojej siostrzyczki. Stała obok mnie bosa, potargana, w białej koszuli nocnej. Najwyraźniej dochodzące zza okna zawodzenia wybiły ją ze snu. Patrzyła na mnie wyczekująco i tuliła do siebie małego białego kotka, jak gdyby chciała go przed czymś chronić. Biedne dziecko. Westchnąłem i pełen obaw popatrzyłem na tę niewinną, wątłą istotkę, którą pozostawiono pod moją opieką… A przecież sam jeszcze jestem dzieckiem. Czy zdołam ją obronić? Czy będę umiał znaleźć słowa, które rozproszą jej lęki?
– Bruno! Dlaczego Dracula tak wyje? – spytała.
Spuściłem głowę. Cóż mogłem jej odpowiedzieć?
– Bruno?! – nalegała.
– Czy ja wiem? – Zamyśliłem się.
– No dlaczego?!
– Miłeczko…
– Powiedz!
– Noooo… może suczka Jasińskich ma cieczkę?
– Co ma?!
Nie były to chyba słowa, które mogłyby rozwiać lęki mojej młodszej siostry. Oczy Miłki przypominały dwa księżyce w pełni; zrozumiałem, że spada na mnie trud uświadomienia tego niewinnego dziecka. Przynajmniej w kwestii psów. Jak zwykle wszystko na mojej głowie… Eeeee… Lepiej niech rodzice się tym zajmą.
– Bruno!
– Co?
– No powiedz!
– Rodzice ci wytłumaczą.
– Przecież ich nie ma!
– Jutro ci powiedzą!
– Ale ja chcę dziś! Nie wyjdę stąd, dopóki mi tego nie wyjaśnisz!
Poddany szantażowi złamałem się. Znałem upór mojej siostry, nie miałem wyjścia.
– No wiesz… jak by ci to powiedzieć… to znaczy, że Tina ma taki… romansowy nastrój.
– Jak Kaśka? – ucieszyła się Miłka.
– Dobrze, że Kaśka tego nie słyszy – westchnąłem.
– Dlaczego? Ja tam jestem okropnie zadowolona, kiedy Kaśka ma romansowy nastrój. Dzięki temu poznałam mnóstwo interesujących ludzi. Dwóch malarzy, jednego piosenkarza, jednego, jak mu tam… od tych obrazków w necie?
– Ascii-artystę.
– Właśnie. Tylu fajnych chłopaków.
– No tak. Może masz rację – przyznałem dla świętego spokoju. Wolałem nie wdawać się w dyskusję na temat życia uczuciowego naszej starszej siostry.
– Ale skąd Dracula wie, że Tina ma… no ten… romansowy nastrój? – drążyła temat Miłka. – Przecież ona mieszka na końcu ulicy?
– Chodzi o to, że kiedy Tina ma ten nastrój, to wydziela taki specjalny zapach, a psy mają bardzo dobry węch.
– Wiem o tym! Przecież będę weterynarką. Jak tata! – dokończyła z dumą.
– Właśnie. I dlatego Dracula wie, bo potrafi ten zapach wywąchać nawet z końca ulicy.
Miłka spojrzała na mnie z powątpiewaniem.
– Mnie się wydaje, że on tak wyje na złodzieja.
– Na złodzieja?! – zaniepokoiłem się. – Na złodzieja to nie! Jakby chodziło o złodzieja, toby szczekał. Psy nie wyją na złodzieja, tylko szczekają.
– A na kogo wyją?
Popatrzyłem na książkę, której chyba nie dane mi było dziś przeczytać – książkę pod wiele znaczącym tytułem Wampiry i wilkołaki – potem na księżyc za oknem i znów poczułem się nieswojo.
– Psy wyją… do księżyca. – Wzdrygnąłem się.
– Eeee tam… A ja myślę, że wyją do złodzieja. – Zamyśliła się, a po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech.
– Wyobraź sobie… wielki, paskudny gościu w kominiarce na twarzy, jakiś okropny włamywacz z wystrachem…
– Z czym?
– No z wystrachem! To takie coś, żeby otworzyć drzwi, jak ktoś zapomni klucza.
– Aaaa… z wytrychem!
– Więc ten złodziej szkrada się, szkrada…
– Chyba skrada?
– Wszystko jedno. Więc on się szkrada, a Dracula uuuuuuuu uuuuuu uuuuuu i łaps go za gacie. I wszyscy jesteśmy uratowani.
Popatrzyłem na rozpromienioną twarz siostry.
– Chyba przeceniasz Draculę – powiedziałem ostrożnie.
Miłka się ożywiła.
– Myślisz, że nie dałby rady?! – W jej oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. – To może zejdziemy, żeby go uratować przed złodziejem…
Ten pomysł nie bardzo mi się spodobał, więc przez dłuższy czas naświetlałem Miłce wszystkie jego mankamenty.
– I… tam – podsumowała moje wysiłki Miłka z miną, którą dobrze znałem, a która mogła oznaczać tylko jedno: w jej głowie już powstaje chytry plan wytropienia i ujęcia złoczyńcy. I nawet gdyby w promieniu kilkunastu kilometrów przebywali wyłącznie nieskazitelnie uczciwi ludzie, już nic jej od tego nie odwiedzie.
Gorączkowo szukałem argumentów, które mogłyby zmienić tok jej myślenia. Prawda jest taka, że nie zamierzałem nigdzie wychodzić. Nie w taką noc! No dobrze! Stchórzyłem! Macie rację! Ale spróbujcie mnie zrozumieć. Pełnia księżyca. Złodzieje. A ja sam w domu… To znaczy nie sam, tylko z nadpobudliwym dzieckiem pod opieką, a to jeszcze gorzej!
– Wiesz, Miłeczko – zacząłem łagodnym głosem – Dracula specjalnie został dziś na zewnątrz, żeby nas ostrzec w razie… No, wiesz, żeby nikt nie mógł się tu zjawić niepostrzeżenie.
– MUUUAAAA! – jak na zawołanie usłyszeliśmy przeraźliwy wrzask, a na ścianie pojawił się monstrualnej wielkości cień z rozczapierzonymi szponami. Rzuciłem się w stronę Miłki, gotów ochronić ją własnym ciałem przed napastnikiem (jednak nie jestem takim tchórzem!), lecz ona wyswobodziła się gwałtownie z moich objęć.
– Zwariowałeś?! – powiedziała z wyrzutem.
Nad naszymi głowami pochylała się Kaśka.
– Mogłabyś trochę uważać! Mało brakowało, a Miłka dostałaby ataku serca!
– Eeee… bez przesady. – Miłka się uśmiechnęła. – Przecież wiedziałam, że to Kasiandra.
– Kasandra! – sprostowała ze złością Kaśka.
Kasandra to nasza kotka. Ta czarna.
– A co ja powiedziałam? Tylko ona potrafi wydawać takie fantastyczne odgłosy.
Kaśka spojrzała z wyrzutem na Kasandrę, która turlała się po podłodze i wydobywała z siebie dźwięki o niespotykanej częstotliwości.
– Czy z nią wszystko w porządku? Weterynarz w domu, a kot dostał jakiejś psychozy. I wciąż plącze się pod nogami. Omal jej nie zgniotłam. No cóż… najważniejsze, że zdążyłam przed starymi.
Uznałem, że to odpowiedni moment, by wygłosić monolog na temat zachowania mojej starszej siostry, która zamiast zająć się Miłką, jak przykazali rodzice, ulotniła się gdzieś, zostawiając cały dom na mojej głowie.
– Bruno, błagam! – westchnęła Kaśka. – Nie nudź! A w ogóle dlaczego siedzicie po ciemku?! Co, znowu czytałeś przy świeczce? Chyba chcesz stracić wzrok! Ciekawe, co mama na to powie!
Popatrzyłem smętnie na dopalającą się świeczkę. Cóż za nieostrożność. Przez własne gapiostwo straciłem „haka” na Kaśkę, a ściślej mówiąc, dopuściłem, by to ona zdobyła „haka” na mnie.
– Wszystko na mojej głowie – dodałem szybciutko, żeby zmienić temat.
– O rany! – westchnęła Kaśka. – Przestań! To co?! Oni balują, a ja mam sterczeć w domu w piątkowy wieczór?!
– Balują?! Bez przesady! Pojechali na koncert do filharmonii.
– Każdy ma takie balowanie, jakie sobie wybrał – oświadczyła Kaśka z przekąsem. – A swoją drogą zupełnie nie rozumiem mamy. Pracuje podczas koncertów, wypoczywa na koncertach. To jakaś obsesja!
– Przecież to tata ją wyciągnął. Zresztą jak zwykle – przypomniałem.
– Meloman.
Moja mama jest muzykiem instrumentalistą i pracuje w orkiestrze, tata zaś melomanem. Melomanem weterynarzem. To muzyka ich kiedyś połączyła. Tak przynajmniej twierdzi babcia Stenia.
– Nic nie rozumiecie – wstawiła się za rodzicami Miłka. – Chodzi o to, że mama nie gra na tym koncercie. Siedzi sobie i słucha, jak inni grają, i to się nazywa wypoczynek. Bo jak gra, to się okropnie męczy, ponieważ musi dmuchać w puzon.
Tu należy dodać, że mama wybrała sobie puzon, jakby nie mogła czegoś bardziej normalnego, na przykład skrzypiec albo fortepianu. Facet to jeszcze jakoś wygląda z puzonem, ale kobieta… Poza tym gdyby chodziło o jakąś laskę z superawangardowej kapeli, toby uszło, ale własna matka?!
Dawniej nie myślałem o tym w ten sposób. Zdawało mi się nawet, że mnóstwo mam gra na puzonie. Aż do momentu, kiedy nasza pani zaprosiła mamę na lekcję zatytułowaną „Ciekawy zawód”. Cała klasa się śmiała, bo moja mama jest raczej mała i chuda, a puzon wielki…
– Okropnie mocno musi dmuchać – przerwała moje rozmyślania Miłka, nadymając policzki. – I strasznie się męczy – dodała z przejęciem – i wtedy to jest praca. A tak to może sobie popatrzeć, jak inni się męczą, i to się właśnie nazywa rozrywka – wyjaśniła, po czym straciła wszelkie zainteresowanie tym tematem, podbiegła do Kaśki i obwąchała ją jak piesek.
– Kaśka, ale ty zapach wydzielasz – oznajmiła z podziwem.
Kaśka spojrzała na mnie zdziwiona.
– O co jej chodzi? To bardzo dobre perfumy!
– Nie mam pojęcia – skłamałem.
– Jak to, Bruno? Przecież sam mówiłeś…
Ale nie dałem Miłce dokończyć. Szybciutko zmieniłem temat i zacząłem wypytywać Kaśkę, jak spędziła wieczór.
– Eeeee… – Skrzywiła się. – Włóczyłyśmy się trochę z Majką, a potem zaprowadziła mnie do jakiegoś kumpla, ale w tej beznadziejnej dziurze nie ma żadnych interesujących ludzi.
– Nieprawda! – oburzyła się Miłka. – To mój ukochany Brzezinek! I są tu bardzo interesujący ludzie: na przykład Maciuś, Martynka, Ola…
Musiałem przyznać, że Miłka miała trochę racji. Nie jest tak źle w tym naszym Brzezinie, chociaż to faktycznie dziura.
– Mówcie sobie, co chcecie! Jutro i tak jadę na imprę do Wawy, do kumpeli z klasy! – Kaśka chodzi do liceum plastycznego i uważa, że tylko tam można spotkać ciekawych ludzi. No, może jeszcze na Akademii Sztuk Pięknych.
Nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii, czy Brzezin to fajna dziura, czy nie, i dyskusja rozwijała się w bardzo interesujący sposób, aż usłyszeliśmy za oknem dźwięk silnika samochodu.
– No to spadówa, dzieciaki! Starzy wrócili – oświadczyła Kaśka i nasz spór pozostał nierozstrzygnięty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *