Zabójcze lato


Co się stanie, jeśli w prawdziwym życiu wydarzy się dramat na miarę serialu?


Zabójcze latoKilkoro bogatych studentów spędza wakacje w willi na hiszpańskim odludziu. Gorący piasek, chłodna woda, kolorowe drinki – byłoby jak w raju, gdyby nie to, że w powietrzu wisi temat śmierci Janey, która rok temu popełniła samobójstwo.

Taka przynajmniej jest oficjalna wersja wydarzeń…

Nagle w posiadłości zjawia się niezapowiedziany gość – Roxanne, która twierdzi, że ma dowody na to, że Janey została zabita. Odtąd maski zaczynają spadać i stopniowo odsłania się to, co poza kadrem.

Czy to możliwe, że… wśród nich jest morderca?

***

– Mówię wam! – ciągnął dalej Ryan. – Pomyślcie tylko. Siedzimy w willi na odludziu, w promieniu wielu kilometrów nie ma żywej duszy. Komórki nie łapią zasięgu. Wszyscy jesteśmy piękni i młodzi, zwłaszcza ja. Już po nas! Przyjmuję zakłady, co nas wykończy. Szaleńcy z siekierami? Zombi? Matadorzy?
Duchy hiszpańskich rybaków?
– Gdyby to byli przystojni rybacy, nie miałabym nic przeciwko – stwierdziła Alisha, a Katie i Erin ochoczo jej przytaknęły.
– Teraz na topie są wiedźmy, więc postawiłabym na nie – oznajmiła Katie, dolewając sangrii sobie i Ryanowi.
– Nie ma mowy, żebym dał się zabić wiedźmom – odparł hardo Greg. – To motyw z filmów dla dziewczyn.
Ryan omal nie wypluł sangrii.
– Daj spokój! Greggle, ty zginiesz pierwszy.
– A jak niby na to wpadłeś? – dopytywał Greg.
– Zazwyczaj pierwsza ginie dziewczyna. Miałem zajęcia o tym w zeszłym roku na filmoznawstwie. Jest taka teoria, że horrory oglądają głównie mężczyźni, a oni nie wierzą, że bohaterowie płci męskiej mogą czuć obezwładniający lęk, więc sceny śmierci dziewczyn zawsze są straszniejsze.
(fragment)

Juno Dawson – pisarka brytyjska, urodzona jako mężczyzna (James Dawson). Karierę zaczynała jako nauczycielka w szkole podstawowej. Jednocześnie pisała książki dla nastolatków, z czasem zyskując wielu czytelników. W swoich powieściach często porusza tematykę LGBT. W 2015 roku ogłosiła, że jest osobą transseksualną i rozpoczęła terapię hormonalną w celu zmiany płci.


Juno Dawson
Zabójcze lato
Przekład: Marta Bazylewska
Wydawnictwo YA!
Premiera: 23 maja 2018
 

 

Zabójcze lato


Fade in: rok wcześniej

Czerwona suknia dziewczyny kontrastowała z białymi klifami jak kropla krwi. Choć urwiste wybrzeże oświetlał tylko księżyc, z odległości wielu kilometrów widać było dwie czarne plamy na kredowej skale – szerokie wejścia do jaskiń. Zaczynał się przypływ. Fale sięgały coraz wyżej na ciemnej, kamienistej plaży, a woda szumiała na żwirze, tworząc pianę.
Dziewczyna znała klify jak starych przyjaciół. Mieszkała w Telscombe Cliffs od urodzenia. Jednak coś się nie zgadzało: zwykle oglądała wzniesienia z dołu, z plaży, nie z wierzchołka. Teraz skały wydawały jej się wyższe, a plaża pod nimi bardzo, oszałamiająco wręcz odległa. Zakręciło jej się w głowie, a wzrok zaczął szwankować – obraz to stawał się ostry, to znów rozmazywał, jak w zepsutym obiektywie. Czubki jej butów sięgały krawędzi klifu. Wystarczyłby jeden krok do przodu. Jeden krok i byłoby po wszystkim.
Buty były nowe, miała je na sobie pierwszy raz. Obcierały jej palce i pięty. Kupiła je specjalnie na bal. Były uszyte z czerwonej satyny pasującej do nowej sukni. Kolejne łzy popłynęły po jej twarzy.
Jak on mógł mi to zrobić?
Musiała wyglądać żałośnie, kiedy fałdy sukni łopotały na wietrze. Delikatny materiał kleił się do jej nóg, a rozmazany tusz do rzęs brudził policzki. Gwałtowne podmuchy wiatru zawiewały na twarz pasma kasztanowych włosów, które przylepiały się do ust pomalowanych błyszczykiem. Zaledwie kilka godzin wcześniej kręciła loki u fryzjera, ciesząc się jak wariatka na czekający ją wieczór. Bal maturalny. To miała być najpiękniejsza noc w jej życiu. Będzie ostatnia.
Upokorzyli cię. Zrobili z ciebie pośmiewisko.
Znów spojrzała na plażę – mozaikę piasku, kamyczków i wodorostów. Jej nozdrza wypełniło słone powietrze. Wyobraziła sobie, co by było dalej. Przypływ zabrałby jej ciało. Pochłonęłyby ją fale i stałaby się częścią większej całości, dołączając do rzeszy rozbitków. Ta myśl dodała jej odwagi. Była ryzykowna, romantyczna i dramatyczna. Lekko zbliżyła się do krawędzi. Gdyby ziemia się osunęła, spadłaby. Ile czasu minęłoby do jej śmierci? Czy to by bolało? Wysunęła palce stóp odrobinę dalej.
Zrób to, ty tchórzu. Pokaż mu, do czego cię zmusił. Po czymś takim nigdy cię nie zapomną.
Ale co z mamą i tatą? Co z Harrym? Ukryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać. Nie potrafiła się na to zdobyć. Po kolejnym podmuchu wiatru chwiejnym krokiem odeszła od krawędzi klifu i opadła na kolana. Jej suknia rozpostarła się na trawie, a całym ciałem wstrząsał spazmatyczny szloch.
Jesteś taka słaba. To żałosne. Nawet tego nie potrafiłaś zrobić.
Starła z policzków ślady rozmazanego makijażu. Nadal oddychała nierówno. Co miała teraz zrobić? Została poniżona. Wszyscy to widzieli. Wszyscy wiedzieli. Rana była świeża i bolesna. W ciągu jednego wieczoru jej idealny świat rozsypał się na tysiąc kawałków.
Mimo wyjącego wiatru usłyszała kroki. Odwróciła się od morza i spojrzała w stronę ścieżki. Odgarnęła z oczu wilgotny kosmyk włosów. Nie zobaczyła nikogo. Pub od dawna był zamknięty. Na trawiasty wierzchołek klifu padało tylko światło z kilku hotelowych okien. Księżyc schował się za chmurami i nagle zrobiło się bardzo ciemno. W słabym świetle przybrzeżnych latarni falująca na wietrze trawa wydawała się srebrna.
O tej porze miasteczko było jak wymarłe. Dziewczyna miała wrażenie, że nie śpi jako jedyna na świecie. Usłyszała jednak chrzęst kolejnych kroków na żwirze. A więc nie była tu sama. Z drugiej strony znajdował się parking, ale stała na nim tylko ciężarówka z lodami. Zamknięta na głucho wyglądała bardzo smutno.
Dlaczego więc czuła na sobie czyjś wzrok śledzący każdy jej ruch? Nadal nikogo nie widziała. Widocznie nowy gość przyjechał do hotelu. Nikt się nie pojawi, żeby ją uratować, bo nikomu na niej nie zależy.
Nawet za tobą nie pobiegli.
Księżyc wyjrzał zza chmur. Kiedy była młodsza, często siadywała na plaży i zadawała pytania księżycowi. Jej ojciec dużo podróżował, ale pocieszała ją myśl, że gdziekolwiek był, oboje patrzyli na ten sam księżyc.
– I co mam teraz zrobić? – spytała drżącym głosem.
Księżyc jak zwykle nie odpowiedział, ale patrzył na nią ze współczuciem.
Znów rozległy się kroki, tym razem znacznie szybsze. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie. Ktoś naprawdę tam był.
Postać była niemal niewidoczna w mroku nocy. Ktoś stał bez ruchu, z opuszczonymi rękami. Dziewczyna poczuła, jak łomocze jej serce. Gdyby nieznajomy wyprowadzał psa, nie stałby w taki sposób. Czworonoga zresztą nigdzie nie było widać.
Przybysz ruszył w jej stronę, trzymając się z dala od nabrzeżnej ścieżki oświetlonej latarniami.
– Kto to? – spytała.
Dziewczyna wytarła nos wierzchem dłoni. Wyplątała się z fałd sukienki i chwiejąc się na obcasach, wstała. Z niepokojem rozejrzała się wokół.
Ktoś podszedł bliżej.
Dziewczyna przyjrzała się, mrużąc oczy.
– Pytałam: kto to? – Księżyc ujawnił odpowiedź. – Ach, to ty. Nie zbliżaj się do mnie! Mówię poważnie. Nie chcę z tobą rozmawiać.
Zrobiła krok w tył, stawiając obcas zaledwie kilka centymetrów od krawędzi klifu.
Intruz zbliżył się i wyciągnął w jej stronę ręce.
– Precz! – warknęła dziewczyna.
Runęła w dół bez krzyku. Po upadku naprawdę wyglądała jak kropla krwi na tle białej kredy.

Scena 1 – Ryan

– Katie, jak myślisz, co naprawdę stało się z Janey?
Pierwsza kwestia to głos z offu. Pierwsze ujęcie: obraz przesuwa się z bezkresnego, rozgwieżdżonego nieba na prostą, pustą drogę biegnącą przez hiszpański krajobraz. O tym, że akcja rozgrywa się w Hiszpanii, świadczą jałowy teren, ćwierkanie cykad i motyw muzyczny grany na gitarach flamenco. Okolica jest pusta, niemal nie z tego świata. Cienkie pasma chmur zasnuwają żółtawy, niezdrowo wyglądający księżyc. Zbliżenie na samotny srebrny samochód z wypożyczalni, grubo pokryty pomarańczowym pyłem, pędzący po asfalcie.
Reflektory, ustawione na długie światła, rzucały jedynie wątły strumień blasku na opustoszałą autostradę. Droga biegła prosto jak strzelił – Ryan miał wrażenie, że donikąd. Nagle poczuł, że jest bardzo daleko od domu.
RYAN HAYWARD POWRACA NA PEŁNOMETRAŻOWY WAKACYJNY ODCINEK SPECJALNY. Ryan często wyobrażał sobie swoje życie jako emitowany przez wiele lat serial, w którym grał główną rolę. Seria licealna zakończyła się śmiercią Janey i od roku wyświetlany był jego solowy spin-off: „Ryan w szkole aktorskiej”, a może raczej: „Ryan nawala”. Musiał przyznać, że historia Janey idealnie nadawała się na finał serialu. Wiedział, że taki sposób myślenia jest chory, ale kiedy wyobrażał sobie całą sprawę jako serial, a siebie i swoich przyjaciół jako słynnych aktorów, było mu trochę łatwiej.
Janey nie umarła, po prostu aktorce grającej tę rolę skończył się kontrakt.
– O czym ty mówisz? – spytała jego towarzyszka.
Katie była ładną, rudą dziewczyną o alabastrowej skórze, niemal lśniącej w ciemności.
– Daj spokój. Wiesz o czym.
– Nie rozumiem. – Katie zmarszczyła nos. – Ona… – przerwała, jakby trudno jej było mówić dalej – popełniła samobójstwo.
Ryan oparł stopy na desce rozdzielczej. Nocne powietrze było bardzo suche – jak przez cały czas od chwili, gdy wylądowali w Hiszpanii. Gołe nogi chłopaka kleiły się do siedzenia obitego sztuczną skórą. Włożył do ust cukierka z paczki kupionej w sklepie wolnocłowym.
Katie też się poczęstowała.
– Musimy rozmawiać o Janey? Może wybierzmy jakiś weselszy temat, jak wiwisekcja czy głód na świecie? – ucięła.
Skupiła wzrok na drodze i mocniej zacisnęła ręce na kierownicy.
Kiedy umiera ktoś młody i piękny, cała społeczność pogrąża się w żałobie. Po tragedii Janey Bradshaw słońce przestało świecić nad Telscombe Cliffs. W miasteczku zapanował nieoficjalny zakaz śmiechu, a o zmarłej można było mówić jedynie z czcią. Jakiekolwiek pytania były wykluczone, a jednak Ryan próbował je zadawać.
– Tak, ale czy nie wydaje ci się, że…
– Ryan, przestań! – przerwała mu Katie.
Jej duże, niebieskie oczy o migdałowym kształcie patrzyły łagodnie. Dorosła przez ten rok – jak oni wszyscy. Wyglądała na zmęczoną, w dodatku wyszczuplała – może nawet za bardzo. Oto tegoroczna linia fabularna – następstwa. Katie Grant była, dosłownie, „dziewczyną z sąsiedztwa” i najlepszą przyjaciółką Ryana. To jej pierwszej wyznał, że jest gejem. Była ładna, ale nie nieprzystępna, inteligentna, ale nie wyniosła, miała bogate życie wewnętrzne, ale nie obnosiła się z nim. A może to Ryan za dużo o tym wszystkim myślał. Kiedy w jego głowie wyświetlały się napisy, Katie była wymieniona jako druga wśród odtwórców głównych ról – zaraz po nim.
– Nie wyjechaliśmy na wakacje, żeby rozmawiać o Janey – ciągnęła dalej. – Myślę… myślę, że naprawdę powinniśmy żyć dalej. Minął cały rok. Cholernie trudny rok. Ty wyjechałeś do Manchesteru. Ja zagrzebałam się w książkach. Teraz potrzebujemy odpoczynku i relaksu. Wystarczy mi młodzieńczych lęków. Zaczęłam się czuć jak bohaterka książki o wampirach.
Ryan się roześmiał.
– To fatalna rola. Może masz rację.
Chciał, żeby spotkanie miało ciepły, wzruszający, komediowy ton, ale od chwili, gdy wyszli z hipermarketu przy lotnisku, czuł się dziwnie zagubiony i nie na miejscu. Jaskrawe światła Madrytu zostały daleko w tyle i miał wrażenie, że Katie wiezie ich w nicość.
Starał się z niego otrząsnąć. Nigdy nie lubił nierozwiązanych zagadek. Poczucia, że o czymś zapomniał, pojawiającego się w środku nocy panicznego strachu, że zapomniał wyłączyć piekarnik czy zapłacić rachunek. Śmierć przyjaciółki wywoływała w nim właśnie takie uczucie. Coś tu się nie zgadzało.
– Ale naprawdę za nią tęsknię.
– Boże, ja też! – przyznała Katie, zakładając za ucho niesforny kasztanowy kosmyk.
Ryan się uśmiechnął.
– Pamiętasz te przedstawienia, które razem wystawialiśmy?
– Dla twojej biednej mamy? Rany, straszne były!
Samochód przejeżdżał przez gaj pomarańczowy. Słychać było kakofonię grających na cały głos cykad. Ryan dopiero po dłuższej chwili uświadomił sobie, że ciemne trójkąty krążące pomiędzy drzewami to nietoperze, a nie ptaki.
– A pamiętasz, że moja postać zawsze miała na imię David? Upierałem się przy tym. Co za beznadziejne imię! Lepsze by było Javier albo Storm.
Katie zaśmiała się, chociaż na samo wspomnienie zaszkliły jej się oczy.
– My z Janey zawsze grałyśmy bliźniaczki, bo miałyśmy fioła na punkcie Słodkiej doliny. Ja byłam tą dobrą, a ona – tą złą… Jak się nazywałyśmy?
– Shana i Lana – zachichotał Ryan. – Zdradzić ci sekret? Zawsze marzyłem, żeby zagrać Danę!
Katie śmiała się tak bardzo, że o mało nie potrąciła psa, który wbiegł na środek drogi. Z całej siły wcisnęła hamulec i wyminęła zwierzę.
– Rany, pojawił się znikąd!
Ryan zdjął stopy z deski rozdzielczej i poprawił się na siedzeniu.
Katie poklepała go po nodze.
– Przede wszystkim tęskniłam za tobą, Ry.
– Wiem. Oldskulowe, romantyczne listy nie bardzo się sprawdziły, co? Ale po tym, co się stało, potrzebowaliśmy trochę pobyć sami.
– Dana, obiecaj mi, że nigdy więcej tak się od siebie nie oddalimy – rzuciła Katie z kiepsko udawanym kalifornijskim akcentem, którym posługiwała się w przedstawieniach.
– Obiecuję, Lana. – Ryan pochylił się i cmoknął ją w policzek.
On też się za nią stęsknił, ale wiele się zmieniło. Ostatnie lato owiane było tajemnicą. Porzucone wątki domagały się rozstrzygnięcia. Widzowie czekali w niepewności cały rok. W telewizji nie wolno zostawiać niezamkniętych wątków. Brak rozstrzygnięć prowadzi do bałaganu takiego, jakim skończyli się Zagubieni.
Co naprawdę stało się z Janey Bradshaw? Ryan musiał przyznać, że chociaż bardzo chciał zobaczyć się znowu z całą ekipą, na wakacje zgodził się między innymi dlatego, że chciał wyjaśnić wątpliwości związane ze śmiercią Janey. Pragnął odpowiedzi. Ani przez chwilę nie wierzył, że Janey Bradshaw popełniła samobójstwo.

Scena 2 – Ryan

Była jego ulubiona pora dnia – około dziewiątej rano. Ryan obudził się przed Katie i cieszył się, że ma trochę czasu dla siebie. Nie nadawał się do niczego, dopóki nie napił się kawy i nie wziął prysznica. Jego przyjaciółka doskonale zdawała sobie z tego sprawę, w końcu przez lata znosiła jego poranne fochy po wspólnym nocowaniu. Do pokoju wpadła chłodna, orzeźwiająca morska bryza. Ryan naciągnął koc na ramiona, ale wiedział, że bezchmurne niebo zapowiada upał. To właśnie lubił najbardziej – nadzieję, jaką dawał rozpoczynający się dzień, w którym mogło się zdarzyć wszystko. Wszystko oprócz deszczu.
Odetchnął głęboko zapachem wakacji: kremu do opalania i wiatru znad oceanu z domieszką wodorostów. Uwielbiał go. Każdy wdech przywodził na myśl milion wspomnień z dzieciństwa. Szkoda, że nie można zostać dzieckiem na zawsze, pomyślał Ryan, podciągając kolana pod brodę. Szkoda, że ostatni rok w ogóle się wydarzył.
Przeczesał palcami swoje ciemnoblond kręcone włosy. Jeszcze nigdy nie były takie długie. Jego fryzjer – wytatuowany olbrzym z kółkiem w nosie z salonu w Manchesterze – namówił go, żeby trochę je zapuścić: „W stylu Michała Anioła, jak u Dawida”. Potargał się jeszcze mocniej. Mógł sobie pozwolić na plażową fryzurę – w końcu byli na plaży.
Musiał przyznać, że widok był niesamowity. Tata Katie miał świetny gust. Jak okiem sięgnąć, wszystko było turkusowe i białe, jak na zdjęciach z katalogów luksusowych biur podróży. Białe ściany, piasek i kafelki. Błękitne niebo, morze i basen z widokiem na linię horyzontu. Wszystko poukładane idealnie poziomymi pasami: biel, błękit, biel, błękit, z którymi kontrastowała jedynie pomarańczowa plama tradycyjnego dachu z terakoty.
Willa wbudowana była w zbocze wypłowiałego od słońca skalistego wzgórza, a poszczególne pomieszczenia leżały na kolejnych poziomach. Sypialnie znajdowały się na wysokości ulicy, poniżej mieścił się salon (w śródziemnomorskim stylu), jeszcze niżej taras, a na najniższym poziomie – basen.
Ryan zamknął oczy i wystawił twarz do słońca. Czuł ciepło na skórze i wyobrażał sobie, jak światło odbija się od jego kości policzkowych i pełnych ust. Przydałby się teraz fotograf. Chłopak wiedział, że podczas sesji trzeba zawsze ustawiać się pod odpowiednim kątem i dbać o właściwe oświetlenie.
Zamknął oczy i wsłuchał się w otoczenie. Mewy skrzeczały, wydziobując robaki z mokrego piasku na plaży, a przy pomoście brzęczała cuma przy łodzi. Był w raju.
Był też uzależniony od kofeiny, a do najbliższego Starbucksa miał wiele kilometrów. Wypił resztki swojej pierwszej kawy i właśnie robił drugą, kiedy usłyszał człapanie bosych stóp na płytkach i do kuchni weszła wymięta, zaspana Katie. Miała na sobie ładne kimono narzucone na bikini w grochy. Rude włosy, jak zwykle, spływały jej na ramiona.
– Rany, ale miałam szalony sen! – stwierdziła, przecierając oczy. – Miałam wyjść za twojego tatę, a ty zażądałeś posagu!
– Ciekawe, czy okaże się proroczy – zaśmiał się Ryan.
Katie też zachichotała.
– Mogło być gorzej. Twój tata jest jak wino – im starszy, tym lepszy.
Chłopak udał, że puszcza pawia na kafelki.
– Fuj! Bo odechce mi się płatków! Chcesz herbaty? – Katie, jak przystało na typową Angielkę, zawsze pijała herbatę i nie uznawała kawy.
– Tak, proszę. Potwornie zaschło mi w gardle. – Podeszła bliżej i dała mu kuksańca w brzuch. – Niezły sześciopak!
Jej przyjaciel napiął mięśnie i zrobił wdech, żeby uzyskać jak najlepszy efekt.
– Dzięki. Mam trenera. Nazywa się Fabrizio i niestety jest heterykiem, chociaż wcale na to nie wygląda.
– Wysiłek się opłacił. W życiu tak dobrze nie wyglądałeś.
Ryan poczuł, że się rumieni, i pospiesznie zajął się czajnikiem. Faktycznie ciężko pracował nad rzeźbą, bo nie zamierzał już nigdy więcej wyglądać jak chuderlawa oferma, gdy miał trzynaście lat.
– Gracias – odpowiedział, szczerząc zęby.
Wymówił hiszpańskie słowo: „grasjas”.
Katie wybuchnęła śmiechem.
– To się wymawia „grathjas”. Nie jesteś w Ameryce Południowej! Podobno kilkaset lat temu jeden z królów Hiszpanii seplenił, pospólstwo zaczęło go naśladować i tak już zostało.
– Serio? Cóż, chciałem dobrze – stwierdził Ryan z uśmiechem.
Katie szeroko rozsunęła drzwi, wyszła na taras i opadła na jedno ze stojących na nim eleganckich krzeseł z kutego żelaza.
– Dobrze spałeś? – spytała.
Kiedy w końcu dotarli do willi, byli tak zmęczeni, że padli jak muchy.
– Całkiem nieźle – odpowiedział Ryan, zamieszał herbatę i wrzucił łyżeczkę do zlewu.
Usiadł obok przyjaciółki przy stole na tarasie, podał jej kubek i wypił łyk swojej, bardzo jeszcze gorącej kawy, a potem założył okulary przeciwsłoneczne.
– Kiedy przyjeżdża reszta?
– Dopiero około drugiej.
– Dobra. W takim razie spędzę ranek przy basenie, czytając scenariusze. Opowiadałem ci wczoraj o tej sztuce?
– Chyba coś wspominałeś – odpowiedziała Katie z uśmiechem.
Ryan przez dłuższą część drogi z lotniska streszczał cały rok warsztatów improwizacji i przesłuchań oraz zreferował co najmniej jedno dwuznaczne spotkanie z pewnym gwiazdorem filmowym reżyserującym sztukę teatralną.
– To taka świetna sztuka, Katie. Wyobraź sobie Incepcję w mniejszej skali i z obcymi. Nie mogę się doczekać.
– Brzmi świetnie – odpowiedziała dziewczyna tak pospiesznie, że nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
Słońce stało coraz wyżej na niebie, robiło się też coraz goręcej. W tej części świata było widać, że słońce naprawdę płonie – miało postać białej kuli ognia. Katie została w cieniu na tarasie – ze swoją mlecznobiałą cerą w kilka minut spiekłaby się na raka.
– Jak życie w Norwich? – spytał Ryan.
Zdawał sobie sprawę, że nie zapytał jeszcze przyjaciółki, jak układało się jej przez ostatni rok. Na chwilę wszedł do domu i wrócił z paczką chipsów, jedną z wielu kupionych w supermarkecie przy lotnisku.
– I owszem, zamierzam zjeść chipsy na śniadanie. Proszę bez komentarzy – stwierdził. – Ty też powinnaś częściej robić coś przyjemnie niezdrowego – dodał, puszczając oko do przyjaciółki.
Katie się roześmiała.
– Zboczuch! W Norwich jest w porządku. W tygodniu siedzę z nosem w książkach, bo na literaturze angielskiej mamy mnóstwo lektur. W soboty pracuję w księgarni, więc mam jeszcze więcej książek.
– Ale nudy! – krzyknął. – Pytałem o to, czy masz nowego P.F.
– Co?
– Potencjalnego Faceta! Kim jest „Nowy Ben”?
Katie zarumieniła się i przygryzła paznokieć.
– Nie ma żadnego „Nowego Bena”.
– Serio?
– Słowo daję. Miałam za dużo roboty. Chciałam wykorzystać czas na pierwszym roku do maksimum, więc zapisałam się chyba do wszystkich klubów i stowarzyszeń na uczelni. Grałam nawet w lacrosse! Wyobrażasz sobie?
Ryan się uśmiechnął. Rozsądne rozrywki były bardzo w stylu Katie.
– Ani jednej imprezy sygnalizacyjnej po pijaku?
– Takiej, gdzie zajęci uczestnicy ubierają się na czerwono, ci w wolnych związkach na żółto, a wolni na zielono? Gdybym musiała wybrać się na taką imprezę, poszłabym w czerwonym stroju.
– Z twoją karnacją? Dziewczyno, nie ma mowy – zaśmiał się Ryan. – Ale dlaczego nie?
Czy nie na tym polega urok pierwszego roku studiów?
Katie wzruszyła ramionami i zasłoniła twarz kubkiem z herbatą.
– Trochę przez Bena. Trochę przez Janey. Potrzebowałam czasu.
Ryan nie naciskał. Wiedział, że przyjaciółka wciąż przeżywa sprawę z Benem. Doszedł do wniosku, że w jego serialu to byłby odpowiedni moment na retrospekcję na użytek nowych i dorywczych widzów, przedstawiającą dotychczasowy rozwój sytuacji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *