Licencja na dorosłość


“Licencja na dorosłość” to kontynuacja bestsellerowych powieści młodzieżowych „Klasa pani Czajki” i „LO-teria”. Napisana wartkim, współczesnym językiem historia o wkraczaniu w dorosłość i o poszukiwaniu własnej drogi.


Licencja na dorosłośćAleks dostał się na wymarzoną anglistykę, ale niestety do Łodzi. Czy poradzi sobie w obcym mieście?

Maciek próbuje odnaleźć Małgosię, która zniknęła bez wieści. Tylko czy Małgosia chce być znaleziona?

Kamila i Marcin są jak ogień i woda, jednak coś ciągnie ich do siebie.

Michał i Kinga coraz częściej się mijają – ona pochłonięta pracą, on sprawami nowej rodziny…

Kto kogo kocha naprawdę? Czy przyjaźnie zawarte w gimnazjum i liceum przetrwają?

Małgorzata Karolina Piekarska – dziennikarka prasowa i telewizyjna, pisarka. W latach 1996–2017 związana z TVP. Pisała m.in. do „Twojego Stylu”, „Expressu Wieczornego”, „Sztandaru Młodych”, „Victora Gimnazjalisty”, „Wyspy”. Od początku istnienia „Cogito” przez 12 lat publikowała w nim artykuły, reportaże i wywiady. To w tym dwutygodniku przez blisko 7 lat ukazywały się jej felietony „Wzrockowisko”, przynosząc popularność wśród młodego pokolenia. Autorka powieści dla młodzieży „Klasa pani Czajki”, „LO-teria”, „Tropiciele”, „Dzika”, a także książek dla dorosłych „Czucie i wiara, czyli warszawskie duchy”, „Kurs dziennikarstwa dla samouków”.


Małgorzata Karolina Piekarska
Licencja na dorosłość
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Premiera: 27 lutego 2019
 

 

Licencja na dorosłość


POSTE RESTANTE

– Naprawdę chcesz mu zaproponować, by z nami jechał? – spytała Kamila.
Siedziała z Olkiem u niej w ogrodzie na huśtawce i razem wsłuchiwali się w śpiew świerszczy.
– Przecież i tak tam jedziemy – odparł, obejmując ją ramieniem.
– Ale w innej sprawie…
– No to co?
– Nie chcesz, żebyśmy pobyli tylko we dwoje?
– Cały czas jesteśmy we dwoje, a przecież to nasi przyjaciele.
– No, ale… to urodziny… i takie… wiesz… – urwała w pół zdania i odwróciła głowę.
Przez chwilę milczeli. Olek wiedział. Co jak co, ale to wiedział świetnie. Od ubiegłego roku już na zawsze dzień jej urodzin będzie dniem śmierci Wojtka. I nic tego nie zmieni. Kamila od kilku tygodni, właściwie od zdania matury, mówiła, że chciałaby pojechać na jego grób do Lublina. Tłumaczyła, że jeśli tego nie zrobi, będzie się źle czuła.
„Muszę. Rozumiesz?” – powtarzała raz po raz z taką mocą, że Olek dawno skapitulował.
Kamila zaś wdzięczna była, że nie pytał dlaczego. Nie umiałaby mu opowiedzieć o wyrzutach sumienia. O poczuciu winy nie tyle z powodu śmierci Wojtka, ile z przekonania, że chyba za krótko trwała jej żałoba, co może oznaczać, że może nie kochała Wojtka aż tak bardzo, jak myślała… A to z kolei stawiało pod znakiem zapytania w ogóle jej zdolności do przeżywania głębokich uczuć. Często sama czuła, że właściwie robi to wszystko, bo tak wypada. Wielekroć łapała się na rozmyślaniu, co ludzie powiedzą, jeśli nie pojedzie i nie będzie pielęgnować pamięci o Wojtku. Bo on był w jej życiu, był w jej sercu, ale teraz, po prawie roku, już jakby to wszystko zbladło.
Już prawie nie pamiętała jego zapachu. Zostały zdjęcia. Miała oczywiście w pamięci jego głos. Babcia twierdziła, że tego nigdy się nie zapomina. Poza tym zostało w komputerze kilka filmów z nim, ale sam Wojtek stał się już bardzo odległy. Czy zadziałał fakt, że zabrakło go podczas przygotowań do matury? Czasem owszem, odzywała się w niej tęsknota. Ale coraz rzadziej. Zdarzało się, że brała za niego jakiegoś obcego chłopaka na ulicy, i wtedy dopadał ją dziwny niepokój. Ale ostatni raz… coś takiego miało miejsce chyba w lutym. Dlatego z powodu tego duchowego odejścia od Wojtka było jej zwyczajnie głupio i wstyd.
Najbardziej ciążyło jej jednak to, że nie miała z kim o tym porozmawiać. Małgosia? Zniknęła przecież. Ale nawet jakby była tuż obok… Czy Kamila dałaby radę opowiedzieć jej o tym tak szczerze? Przecież nawet przed samą sobą nie bardzo umiała się przyznać. A teraz pojawiła się sprawa zabrania ze sobą w podróż Maćka, który chyba myśli, że uda mu się tam na miejscu znaleźć Małgosię. Co za naiwność… I pomyśleć, że to wszystko przez zamieszanie ze świadectwem maturalnym.

* * *

Wyniki rekrutacji nie rozwiały wątpliwości Maćka. Dostał się i na filologię polską, i na kulturoznawstwo, i na bibliotekoznawstwo. Teraz ruch należał do niego. Co wybrać? Nie wiedział. Lista przyjętych na studia bibliotekoznawcze została wprawdzie opublikowana w sieci i nie znalazł tam nazwiska Małgosi, ale też i rekrutacja na ten kierunek nie została zakończona. Może aplikowała gdzie indziej? Może złoży dokumenty później? Może nie złożyła właśnie ze względu na niego? Tego bał się najbardziej. Myśli, że mogła wybrać studia poza Warszawą, odpędzał jak natrętną muchę. Co robić? Chętnie by się kogoś poradził, ale kogo? Mama wcześniej namawiała go na języki obce, na historię ze specjalnością archiwistyka, ale on już i tak złożył dokumenty gdzie indziej, a teraz sam się w tym wszystkim pogubił.
I właśnie wtedy, gdy pełen rozterek zastanawiał się, co ostatecznie wybrać, zadzwonił telefon. Dzwonił ojciec Małgosi. Błagał o rozmowę. Nie przez komórkę, bo jak powiedział, to ważne i wymaga osobistego spotkania.
– Nie chcieli mi wydać jej świadectwa maturalnego – żalił się, gdy spotkali się na chwilę na herbacie w jednej z nowych knajpek na Francuskiej.
– Więc mnie tym bardziej nie wydadzą – odparł Maciek mocno rozczarowany tym, co powiedział mu pan Henryk. Jeśli Małgosia nie odebrała świadectwa, a przecież nie było jej na zakończeniu roku, to jak miała złożyć dokumenty na studia? Nic więc dziwnego, że nie znalazł jej na liście przyjętych na bibliotekoznawstwo.
– Ale ona odebrała świadectwo.
– Jak? – spytał Maciek.
– No właśnie w tej sprawie mam do ciebie prośbę – powiedział pan Henryk, ciężko wzdychając i tłumacząc, że szkoła nie chciała udzielić mu żadnych informacji. Usłyszał nawet, że córka jest dorosła i wyraźnie prosiła, by o jej sprawach nie informować nikogo. – Nawet mnie – dorzucił smętnie. – Policja już zakomunikowała, że nie będą jej szukać, bo nie jest zaginiona, tylko nie życzy sobie kontaktu z rodziną. A ja od zmysłów odchodzę. Jej matka obwinia o wszystko mnie. Cały czas jest w szpitalnym sanatorium, ale nie bardzo można się z nią dogadać, choć lekarze wyciszyli ją lekami. Wiem, że uspokoiłaby się, gdybym jej powiedział, że Małgosia żyje.
– Ależ na pewno żyje! – wykrzyknął Maciek z taką pewnością w głosie, że pan Henryk spojrzał na niego uważniej. Może chłopak coś wie?
Ten jednak szybko rozwiał i nadzieje, i wątpliwości.
– Gdyby cokolwiek jej się stało, tobyśmy od razu wiedzieli. Przecież sam pan powiedział, że policja uznała, że nie jest zaginiona, tylko nie życzy sobie kontaktu z rodziną. Brak wiadomości to podobno najlepsza wiadomość.
– A może tobie uda się czegoś dowiedzieć w tym sekretariacie? – w głosie pana Henryka zabrzmiała nadzieja.
Maciek spojrzał na jego poszarzałą twarz. W ciągu miesiąca ojciec Małgosi postarzał się chyba o dekadę, dlatego Maciek zgodził się, choć zaznaczył, że nie wie, czy uda mu się czegoś dowiedzieć. Decyzję jednak podjął. Spróbuje.

* * *

I właśnie dlatego następnego dnia pojechał do szkoły.
Wprawdzie były już wakacje, ale sekretariat działał.
– A ty po co? – powitała go sekretarka, robiąc przy tym tak niechętną mu minę, że nie odważył się spytać. Bąknął pod nosem, że szuka wychowawczyni i… ku jego zdziwieniu profesor Janecka w tym momencie stanęła w drzwiach.
– Co ty tu robisz? – spytała zdumiona.
– Chciałbym z panią porozmawiać na osobności – mruknął.
Wyszli na korytarz. Przez chwilę stali w milczeniu. Janeczka, jak ją pieszczotliwie nazywali uczniowie, czekała, aż zacznie mówić, a ponieważ on milczał i przestępował nerwowo z nogi na nogę, zaproponowała kawę w pokoju nauczycielskim. Wahał się, ale posłusznie poszedł za niedawną, ale już byłą wychowawczynią.
W pokoju byli sami. Usiedli przy szerokim stole i to chyba wtedy podjął decyzję, że właśnie jej wszystko opowie. W końcu jako dawna wychowawczyni znała go dobrze, a teraz nie mogła ani nikomu znajomemu tego powtórzyć, ani w żaden sposób przeciwko niemu tej wiedzy wykorzystać. Chociaż o to profesor Janeckiej nigdy by nie posądzał. Przyznał, że nie wie, który kierunek wybrać. Że na bibliotekoznawstwo zdecydował się ze względu na Małgosię.
Że nie ma jej na liście przyjętych, co chyba oznacza, że nie aplikowała na ten kierunek. Zwierzył się też, że choć właściwie już nie są razem, to myśli o niej ciągle. Że nie może sobie miejsca znaleźć. Opowiedział nawet o tym, jak to wtedy przyszedł do niej i zastał ją w krzywo zapiętej koszuli, a na podłodze leżał męski sweter. Że to wtedy tak naprawdę nastąpiło zerwanie, choć jeszcze nie wiedział, że sweter należał do Kuby – brata ich koleżanki z gimnazjum. Wreszcie opowiedział o kłopotach Małgosi z rodzicami. O jej matce, która dla niego była przez ostatnie lata okropna, ale tak samo okropna była dla własnej córki. O ojcu, który znalazł sobie inną i odszedł. O tym, że teraz tenże ojciec postarzały przez zniknięcie Małgosi odchodzi od zmysłów i błaga, by dowiedzieć się, czy dziewczyna odebrała świadectwo.
– Wiesz, Maćku… – Pani Janecka zaczęła powoli i powoli, jak nigdy wcześniej, mówiła, ważąc słowa. – To nie jest prosta sprawa. Małgosia… jakby to powiedzieć… jest dorosła. Przynajmniej w świetle prawa. Rozumiesz?
Pokiwał głową. Rozumiał. Sam z tego przywileju bycia dorosłym korzystał. Nawet ostatnio, kupując mamie butelkę wina na przyjście gości.
– No i Małgosia… napisała list do szkoły… och! Jakie to trudne! – dodała nauczycielka, wzdychając ciężko. – Ojciec Małgosi wie o tym, bo ja mu wspominałam, że taki list jest i że ona zaznaczyła, by jego treści nie ujawniać nikomu. Nawet tobie nie mogę.
– Ale tak zupełnie nic? Nic pani nie może mi powiedzieć? – spytał Maciek i złapał nauczycielkę za rękę i błyskawicznie ucałował jej dłoń. – Błagam! Niech pani powie cokolwiek! Co ona napisała?! Czy jakoś wyjaśniła? Czy to moja wina?
– Och! Maćku! Nie twoja! To nie ma nic wspólnego z tobą! Ja ci troszeczkę powiem, ale niech to zostanie między nami. Dobrze? – Nauczycielka uważnie spojrzała mu w oczy.
Pospiesznie skinął głową. Każda informacja mogąca wyjaśnić sprawę zniknięcia Małgosi była na wagę złota. Była warta każdej przysięgi.
– Małgosia przysłała list z takim notarialnym upoważnieniem dla szkoły do przesłania świadectwa i jego odpisu na pocztę główną na poste restante na jej nazwisko i za potwierdzeniem odbioru.
– Na pocztę główną?
– Ale nie w Warszawie…
– Aha. – Maciek zamilkł i w zamyśleniu tarł dłonią brodę. – Na poste restante? Ale… Jak to na poste restante? – spytał, próbując sobie przypomnieć, co to właściwie jest to poste restante.
– Moment. Poczekaj. W tym liście napisała, że prosi, by nikomu nie podawać nazwy miasta, z którego pisze…
– Czyli jej na pewno nie ma w Warszawie?
– No mówię, że nie ma.
– A daleko…
– Maćku… ja naprawdę nie mogę…
– Ale ja nikomu nie powtórzę. Ja tylko dla siebie…
– Nie mogę… naprawdę. Jej ojciec też o to pytał. Ja nie wiem, czy wiesz, ale Małgosia napisała do niego list, że żyje i prosi, by jej nie szukać. Nawet poszła na policję z tą informacją. To wszystko było w tym jej liście napisanym do nas do szkoły. Dlatego jak jej ojciec nasłał tu jakiegoś detektywa, to pani dyrektor wzięła naszego radcę prawnego, który szybciutko mu wyjaśnił, że nie mamy obowiązku udzielać mu żadnych informacji na jej temat. A nawet w związku z pismem Małgosi nie powinniśmy nic mówić. Dlatego tobie też nic nie mogę powiedzieć.
Maciek spuścił smętnie głowę. Tak… do ojca to napisała. Do niego nie. Choć wysłał jej przecież e-maila z prośbą, by dała znak, że żyje. Czy Kuba też to zrobił? Czy napisał e-maila? Czy jemu odpisała? Myśli kotłowały się w głowie Maćka. Wychowawczyni spojrzała na niego badawczo, klepnęła go w ramię i potargała mu czuprynę, jakby chcąc tymi gestami dodać otuchy.
– Ja się strasznie męczę – wyznał, podnosząc na nią wzrok.
– Rozumiem. I jeśli mogę ci jakoś pomóc, to… – Pani Janecka zawahała się, ale widząc pełne nadziei spojrzenie Maćka, dodała: – Coś ci poradzę. Małgosia wybrała bibliotekoznawstwo poza Warszawą i wiem, że się dostała. To dla ciebie znak. Jeśli nie wiesz, jaki kierunek wybrać, a o bibliotekoznawstwie myślałeś tylko ze względu na nią, odpuść sobie. I tak nie spotkacie się na jednym roku. Jeśli dostałeś się też na kulturoznawstwo, to idź tam. To kierunek w sam raz dla ciebie. Wiem, co mówię. W końcu jako wychowawczyni dość dobrze was poznałam.

* * *

– Wynotowałem wszystkie uczelnie, na których jest bibliotekoznawstwo i informacja naukowa – powiedział Olkowi.
Siedzieli we dwóch w Złotych Tarasach i czekali na Kamilę, która biegała po sklepach w poszukiwaniu jakichś spodni i butów. Od rozmowy z profesor Janecką minęło kilka tygodni. Teraz Maciek opowiadał Olkowi, jak okłamał tatę Małgosi, że niczego nie udało mu się dowiedzieć. Bo sprawę dostania się przez nią na bibliotekoznawstwo zataił.
– Zresztą… − dodał − jeśli jej tata najął detektywa, to pewnie on już to wykrył. Prawda?
– Pewnie tak… – odparł Olek, ciesząc się, że wtedy, gdy zginął Wojtek, Kamili nie przyszło do głowy znikać. Jakże by się teraz męczył. Tak jak Maciek, który właśnie opowiadał o sprawdzaniu w internecie list studentów przyjętych na bibliotekoznawstwo…
– Nie wszystkie uczelnie zamieszczają listy, ale na jednej znalazłem imię i nazwisko Małgosi. − Na potwierdzenie tych słów wyjął wydrukowaną z internetu listę przyjętych na studia na bibliotekoznawstwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Widzisz? − Wskazał palcem miejsce, w którym widniało: „Małgorzata Pawlak”.
– No ale… to może być przypadek – skomentował Olek, przyglądając się liście.
– Dlaczego tak myślisz?
– No wiesz… popatrz sam. Ilu tu Pawlaków na tej liście.
Rzeczywiście, oprócz Małgorzaty na liście byli jeszcze Katarzyna, Anna, Magdalena i Wojciech. Maciek się zasępił. Na to nie zwrócił uwagi. Tymczasem Olek ciągnął:
– Poza tym… jak byliśmy wtedy na cmentarzu w Lublinie i szukaliśmy grobu Wojtka, to wydaje mi się, że to było dość popularne nazwisko w tamtym rejonie Polski.
– Ale ja muszę sam to sprawdzić.
– Chcesz tam pojechać?
– Tak.

* * *

I właśnie dlatego teraz, gdy planowali z Kamilą jej urodziny i wyjazd do Lublina na grób Wojtka, Olek zaproponował Kamili, by zabrali Maćka. „Przecież on i Małgosia to nasi przyjaciele” – ten argument nie dawał Kamili spokoju. Zastanawiała się ostatnio dość często nad swoimi przyjaźniami. Nad tym, czy rzeczywiście nie jest egoistką. Czy nie jest tak, że więcej od ludzi oczekuje, niż sama z siebie im daje.
Kiedy Małgosia zniknęła, to ona sama uznała, że skoro Maciek wysłał do Małgosi e-maila i nie otrzymał odpowiedzi, nie musi do niej nic pisać. Zwłaszcza że Małgosia żyje. Będzie chciała – to się odezwie. Dlatego Kamila ani nie napisała do przyjaciółki listu, ani nie odezwała się do niej na Gadu-Gadu. Zresztą… po śmierci Wojtka odinstalowała komunikator. Kojarzył jej się z nim i nie chciała już z niego korzystać. Nie zarejestrowała się też na Facebooku, nie założyła konta na Instagramie i w ogóle odizolowała od wirtualnego życia.
A teraz Olek mówił o tej przyjaźni. Westchnęła ciężko. Jeśli się nie zgodzi na jego propozycję, to co on sobie o niej pomyśli? Jak wypadnie w oczach Maćka? Ech! Znów to jej myślenie, co powiedzą inni. To, z czego Małgosia tak często drwiła. Co robić? Dla dobra sprawy powinna się zgodzić. Dlatego… po krótkim wahaniu się zgodziła. Choć, gdy informowała o tym Olka, w jej głosie próżno było doszukać się entuzjazmu. Niezrażony niczym Olek błyskawicznie zadzwonił do Maćka.
– Jedziesz z nami do Lublina? – Kamila słyszała pytanie i już wiedziała, że właściwie wszystko przyklepane. Na grobie Wojtka będą we trójkę. Odpowiedzi Maćka wprawdzie do niej nie dotarły, ale dobiegło ją zadane przez Olka pytanie: – Jak to chcesz sprawdzić to poste restante? Myślisz, że się uda? Poste restante?
Poste restante? Co to jest to cholerne poste restante? Kamila poczuła w głowie kompletną pustkę. Coś jej to mówiło, ale co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *