Kłopoty z Perfect


Kontynuacja „Miasteczka Prefect”. Kolejna niesamowita przygoda, która przyprawi was o gęsią skórkę.


Kłopoty z PerfectPo ujawnieniu tajemnic, które kryły się w przerażająco idealnym miasteczku Perfect, Violet i reszta mieszkańców cieszą się odzyskaną wolnością po szaleńczych rządach nikczemnych braci Archerów.

Ale czy naprawdę już nigdy nie zobaczą Edwarda Archera? Dlaczego Boy zachowuje się dziwnie? I kto kieruje przerażającą armią zombie?

Powieść idealna dla fanów Roalda Dahla, Neila Gaimana i Tima Burtona.


Helena Duggan
Kłopoty z Perfect
Przekład: Anna Piasecka-Byra
Wydawnictwo Zielona Sowa
Premiera: 24 kwietnia 2019
 

 

Kłopoty z Perfect


Rozdział 1
Dom

– Boy, czuję się, jakbyśmy wszystkich szpiegowali – powiedziała Violet, ogarniając wzrokiem ogrom telewizyjnych ekraników tuż przed nią. Znajdowała się w środku Mózgu.
Mózg był najnowszym wynalazkiem Williama Archera. No, może nie aż tak nowym, bo powstał tuż po tym, jak upadło Perfect, czyli prawie rok temu. Z zewnątrz przypominał czarne pudło i był wielkości szopy na narzędzia. Po bokach Mózgu znajdowały się czarne rolowane bramy, które można było podnieść i bez problemu dostać się do ciasnego wnętrza, żeby coś naprawić. Płaski dach pokryty był setką niewielkich czerwonych i czarnych stożków.
Mózg mieścił się tuż przed schodami ratusza, przy ulicy Edwarda. Ratusz znajdował się w samym centrum Miasteczka i William stwierdził, że to najlepsze miejsce, żeby Mózg mógł odbierać sygnały ze wszystkich grządek z oczokwiatami.
Po upadku Perfect William Archer posadził na ulicach Miasteczka mnóstwo grządek z oczokwiatami, które pełniły rolę wartowników. „Miejski system monitoringu”, powiedział William, kiedy pierwszy raz przedstawił swój pomysł. Oczokwiaty były żywymi oczami, które przesyłały to, co widziały, sygnałami do Mózgu, a ten zamieniał owe sygnały w obrazy.
Boy także przyjrzał się ekranom.
– Może to dlatego, że faktycznie ich podglądamy, Violet – zażartował.
– Wiesz, co mam na myśli!
– Co tak naprawdę możemy zobaczyć w Miasteczku? Nikt nigdy nie robi tu nic ekscytującego – a na pewno nic, co chciałby przed nami ukryć. Chociaż z drugiej strony może masz rację, Violet… Może zobaczymy, jak pani Moody rozwiesza pranie. A co, jeśli zobaczymy pana Blooma pielącego swój ogródek? – drwił Boy. – Poza tym oczokwiaty podglądają mieszkańców przez cały czas, a z tym nie masz problemu!
– Tak, ale robią to w słusznej sprawie – wypatrują Edwarda na wypadek, gdyby kiedykolwiek miał wrócić.
– A my robimy to po to, żeby naprawić oczokwiaty. Nie będą mogły wypatrywać Edwarda, jeśli będą zepsute, prawda?
– A co w ogóle jest z nimi nie tak?
– Tata mówi, że nie działają jak należy. Naprawił pręty i stożki na dachu i chce zobaczyć, czy to podziałało. Elektromagnetyczne syg…
– Boy, nie mam zielonego pojęcia, co to wszystko znaczy. Powiedz to po ludzku!
– Zapomniałem, że nie jesteś nawet w połowie tak inteligentna, jak ja – droczył się.
– Wisi mi to. Jeśli ci od tego lepiej, to możesz tak sobie wmawiać – rzuciła zniecierpliwiona Violet. – Co twój tata chce, żebyśmy zrobili?
– Mamy przyjrzeć się ekranom i sprawdzić, czy działają. Musimy się upewnić, że żaden nie jest wygaszony ani nie mruga.
Violet poderwała się z krzesła i zaczęła dreptać w kółko. W Mózgu znajdowało się mnóstwo ekraników telewizyjnych.
Wszystkie skupione były pośrodku pomieszczenia, niczym oczy gigantycznego pająka. Wokół nich biegła wąska ścieżka ułatwiająca dokonywanie przeglądu.
– Każdy ekran jest podłączony do oczokwiatu rosnącego na jednej z grządek w Miasteczku – ciągnął Boy. – W prawym górnym rogu ekranu znajduje się numer grządki. Jeśli zauważysz, że któryś z ekranów mruga, zapisz ten numer.
– Wszystkie tutaj wyglądają w porządku.
Żołądek podszedł Violet do gardła, kiedy na jednym z ekranów zobaczyła pana Hatcheta dłubiącego w nosie przed swoim sklepem mięsnym.
– Nie wydaje ci się, że to trochę dziwne patrzeć na ludzi, którzy nie mają pojęcia, że są obserwowani?
– Ooo, na wystawie sklepu Merrilla jest nowy pociąg – powiedział podekscytowany Boy, przysuwając się do jednego z ekranów.
– Dlaczego chłopcy uwielbiają takie nudne rzeczy jak pociągi? – westchnęła Violet, kręcąc głową.
– Dlaczego dziewczyny uwielbiają takie nudne rzeczy jak… gadanie? – Boy uśmiechnął się złośliwie.
– Czy coś jest nie tak? – zapytał William Archer, którego brodata twarz ukazała się w głównych drzwiach Mózgu.
– Nie, tato – odparł Boy. – Może te twoje poprawki podziałały.
– Czy to nie byłoby wspaniałe? – William uśmiechnął się, mierzwiąc niesforne włosy syna. – Vincent Crooked dałby mi wreszcie spokój.
– Czy w takim razie spotkanie Komitetu już się skończyło? – zapytała Violet.
– Tak, twój tata już tu jedzie. Musiał zamienić słowo z Vincentem.
– Co tym razem się stało? – dopytywała.
Jej tata i pan Crooked bez przerwy „zamieniali słowo” i mama mówiła, że większość tych słów nie była miła. Tata nazywał to „różnicą zdań”, ale Violet wiedziała, że to oznaczało, że po prostu nie lubił tego człowieka. Jeśli pan Crooked był chociaż odrobinę podobny do swojego syna, Conora, Violet też by go nie lubiła.
– Nic, Violet – odparł William. – Vincent po prostu poddawał w wątpliwość działanie oczokwiatów po tym, jak ostatnio były z nimi problemy. Twój tata starał się wytłumaczyć mu, że wszystko z nimi w porządku. – Uśmiechnął się.
– No dobrze, Violet, jesteś gotowa? – Tata dziewczynki pojawił się w drzwiach. Był czerwony na twarzy.
– Udało ci się przekonać Vincenta? – zapytał William.
– Nie – odparł Eugene. – Ale dobrze się bawiłem, próbując. Nie wiem, co takiego jest w tym człowieku, ale po prostu nie jestem w stanie go polubić. Mówił coś o kradzieżach i o tym, że skoro oczy nie działają poprawnie, to w Miasteczku nie będzie bezpiecznie.
– Kradzieże w Miasteczku? – William roześmiał się. – Ciekawe, co wymyśli następnym razem!
– Tak czy inaczej – ciągnął Eugene, wycofując się w kierunku ulicy Edwarda – jest sobotni wieczór, czas iść spać, Violet. Twoja matka będzie się zamartwiała, gdzie zniknęliśmy.
– Ale tato, mogę zostać jeszcze chwilkę? – błagała Violet, zerkając na Boya.
– Nie, jutro idziesz do szkoły. Pani Moody nie będzie zadowolona, jeśli zaśniesz na lekcji.
– Pani Moody i tak nigdy nie jest zadowolona, tato!
– Daj spokój, Violet – powiedział Eugene, z czułością chwytając ją za ramiona.
Violet westchnęła, pożegnała się z Williamem i Boyem i razem z tatą pomaszerowała cichymi ulicami Miasteczka.
W te wieczory, kiedy mama chodziła na kurs gotowania, tata zabierał Violet na spotkania Komitetu. Organizacja została powołana po upadku Perfect jako ciało zarządzające Miasteczkiem. W jego skład wchodziło dziesięć osób. Jej tata mówił na to demonokracja czy demonk-cośtam. Tak czy siak, chodziło po prostu o to, że każda decyzja dotycząca Miasteczka podlegała głosowaniu, więc wszystko odbywało się sprawiedliwie.
Spotkania były nudne. Ten wieczór był wyjątkowy, bo Violet pomagała przy Mózgu, ale normalnie musiałaby przez dwie godziny siedzieć i słuchać, jak dorośli rozmawiają. Droga do domu z tatą zawsze jednak rekompensowała ten czas.
Niebo nad Miasteczkiem zazwyczaj było bezchmurne. Eugene Brown wskazywał palcem gwiazdy i kazał Violet wymieniać ich nazwy. Robili to już tak wiele razy, że Violet znała je wszystkie na pamięć. Czasami specjalnie udawała, że którąś zapomniała, bo mama mówiła, że tata uwielbia popisywać się wiedzą.
– Tam jest Wielki Wóz. – Eugene wskazał palcem na niebo, kiedy zbliżali się do domu.
Dziewczynka podążała wzrokiem za palcem ojca, kiedy nagle coś wyfrunęło z krzaków tuż przed nią. Violet podskoczyła i lądując, omal nie nadepnęła taty.
– W porządku, myszko – uspokajał ją, patrząc w niebo. – To tylko ptak. Dziwne, że lata o tej porze.
Idąc podjazdem wysypanym żwirem, Violet uspokoiła oddech.
– Tato, czy myślisz, że w Miasteczku byłoby bezpiecznie, gdyby oczokwiaty naprawdę przestały działać?
– Myszko, Miasteczko jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc, w których byłem. Być może nawet najbezpieczniejszym na świecie. Nie potrzebujemy tych oczu, ale William ma do nich słabość. Sądzę, że chce zmienić coś złego w coś dobrego.
– Ale co z Edwardem Archerem? Co, jeśli wróci i znów będzie chciał ukraść nam wszystkim wyobraźnię?
– Nie wróci, myszko. Ten człowiek uciekł stąd dawno temu.
Eugene Brown otworzył frontowe drzwi i wszedł do domu, zalewając podwórze światłem. Violet na chwilę zatrzymała się na schodach, wpatrując się w bezchmurną, ciemną noc.
Kiedyś nienawidziła tego miejsca – nazywało się wówczas Perfect, a wszyscy mieszkańcy byli sterowani przez braci Archerów. Teraz jednak naprawdę czuła się w Miasteczku jak w domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *