Pan Widmowej Wyspy


To nie będzie trudne. Wasza teleportacja do świata magii uda się natychmiast. Wiecie dlaczego? Ponieważ macie najwspanialszą wyobraźnię, jaką znam. Podobną ma On, Brandon, który czeka na Was za plecami Smoczej Straży.


Pan Widmowej WyspySeth Sorenson został pozbawiony wszelkich wspomnień. Nie wie, kim jest i komu może zaufać.

Zmanipulowany doprowadza do zniszczenia tego, co przysiągł chronić. Przed jego siostrą Kendrą niełatwe zadanie – szukając brata, toczy walkę z ciemnymi mocami.

Czy zgodnie z życzeniem smoczego króla Celebranta nastąpi nowa, wieczna era smoków?

Czy Seth i Kendra zdołają się odnaleźć i wspólnie pokonać mroczne siły?

***

To nie będzie trudne. Wasza teleportacja do świata magii uda się natychmiast. Wiecie dlaczego? Ponieważ macie najwspanialszą wyobraźnię, jaką znam. Podobną ma On, Brandon, który czeka na Was za plecami Smoczej Straży. To właśnie tam, na styku światów, rozegra się interesująca historia, której ważną częścią staniesz się Ty. Odwagi! Pamiętaj, byś nie musiał poświęcić własnej tożsamości. Tak jak Seth. Polubisz go na pewno. Bo to on pierwszy odnalazł odpowiedź na pytanie: Dlaczego ktoś, kto niesie światło, zaczyna szukać cienia?
Katarzyna Stoparczyk


Brandon Mull
Pan Widmowej Wyspy
Baśniobór. Nowe Przygody: Smocza Straż. Tom 3
Przekład: Rafał Lisowski
Ilustracje: Brandon Dorman
Wydawnictwo Wilga
Premiera: 20 maja 2020
 

 

Pan Widmowej Wyspy

Rozdział 1. Pod

Ronodin otworzył drzwi bez pukania.
– Podkról chce się z tobą zobaczyć.
Zaskoczony Seth podniósł wzrok znad biurka, na którym właśnie wprawiał w ruch monetę. Ronodin zlecił mu lekturę grubej księgi o widmach, co zapowiadało się nawet ciekawie, jednak potem Seth zderzył się z długaśnymi rozdziałami napisanymi archaicznym językiem. Próbował przeskakiwać strony, ale i tak nie znalazł nic interesującego.
– Kim jest Podkról? – zapytał.
– Naszym gospodarzem. Zajmujemy teraz niewielką część jego siedliska. Nie czytasz.
– Próbowałem.
– Jak długo?
– Każda minuta ciągnęła się jak godzina. Ciesz się, że jeszcze nie śpię.
Ronodin spojrzał na księgę, marszcząc czoło.
– Dotarcie do ciekawszych fragmentów zajmie ci pewnie trochę czasu.
– Może mi je streścisz? – poprosił Seth z nadzieją w głosie.
– Później. – Ronodin skrzyżował ręce na piersiach.
Był przystojnym młodym człowiekiem ubranym na czarno i zawsze sprawiał wrażenie pewnego siebie. Seth znał go od niedawna. Nie łączyła ich długa historia. W zasadzie Setha z nikim nie łączyła długa historia. Sięgał pamięcią nie dalej niż dzień wstecz, a jego pierwszym wspomnieniem była komnata w jakimś zamku i dziewczyna o imieniu Kendra, twierdząca, że jest jego siostrą. Wkrótce potem pojawił się Ronodin i parę innych osób, w tym magiczny krasnal. Odbyła się niezrozumiała dla Setha konfrontacja i chłopiec został teleportowany do innego zamku, gdzie złapała go wielka drewniana kukła. Następnie przetransportowała go przez beczkę do miejsca pod ziemią, w którym się teraz znajdował. Przebywał tu dopiero od kilku godzin.
– Ta sprawa z Podkrólem to może być poważny problem – mówił dalej Ronodin. – Miałem nadzieję, że nie będziesz się musiał z nim spotykać.
– Nie polubi mnie? – spytał Seth.
Ronodin uśmiechnął się pod nosem.
– Nawet więcej niż polubi. Będzie cię łaknął. Jest głodny wszystkich żywych istot, a szczególnie tych, które posiadają mroczne moce.
– To król podziemia?
– Król Podziemnej Dziedziny – wyjaśnił Ronodin poważnym tonem. – Włada wszystkimi nieumarłymi.
– Takimi jak zombi? I widma? – Seth znowu zerknął na czarną księgę. – Może trzeba było więcej poczytać…
– Jeśli coś powinno być martwe, ale nie jest, Podkról zazwyczaj ma nad tym władzę. Przebywanie w jego obecności jest niezwykle niebezpieczne. Ja byłem do tego zmuszony tylko pięć razy, a znam go od wieków.
– To dlaczego ja mam ryzykować?
– Prosił o ciebie.
– A gdybym po prostu się wymknął?
Ronodin westchnął.
– Przede wszystkim, to by się nam nie udało. Tu, w swojej domenie, Podkról ma olbrzymią moc. I już zwrócił na ciebie uwagę. Poza tym, potrzebujemy dostępu do jego tuneli. Podziemna Dziedzina łączy się z twoim światem w wielu zaskakujących miejscach, a to ułatwia podróżowanie.
Seth wpatrywał się w Ronodina. Jak zareagować? Od czego w ogóle zacząć? Wyglądało na to, że jest zakładnikiem króla podziemi. A Ronodin? Czy był sprzymierzeńcem Setha, czy raczej porywaczem? Chłopiec westchnął. Może sam sobie zasłużył na taki los. Nie mógł mieć pewności. Kimkolwiek był w czasach, których nie pamiętał, najwyraźniej wiódł interesujące życie.
– Nie patrz tak na mnie – powiedział Ronodin. – Czasami trzeba znieść trochę nieprzyjemności, żeby przetrwać. Bywałeś już w gorszych sytuacjach.
– Nie przypominam sobie.
– Nie pamiętać… Dla mnie to byłaby prawdziwa ulga. Zacząć życie od nowa z czystym kontem, bez ciężaru dawnych pomyłek.
– Przecież mogę być kimkolwiek.
– Nie kimkolwiek – poprawił go Ronodin. – Jesteś zaklinaczem cieni. Władasz tajemną mocą. Umiesz rozmawiać z widmami i dławić ogień.
Seth wiedział, że naprawdę posiada te moce, ponieważ nawet w tym krótkim czasie, który razem spędzili, Ronodin dał mu możliwość ich użycia. Podobno potrafiłby też mu pomóc w ich rozwinięciu.
– A ty jesteś jednorożcem? – spytał chłopiec.
– Pod ludzką postacią – odpowiedział Ronodin. – Nie każ Podkrólowi na siebie czekać. To mogłoby ci tylko zaszkodzić.
Seth próbował się uspokoić. Bez wspomnień trudno mu było zrozumieć swoje położenie. To, że musi się mierzyć z konsekwencjami, których nie rozumie, wydawało mu się nieuczciwe. Jak on się w to wszystko wpakował? Miał wrażenie, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. W tym momencie najlepsze rozwiązanie to chyba dowiedzieć się jak najwięcej i spróbować przeżyć.
– Nie mam wyboru – stwierdził.
– W tej kwestii nie masz – przyznał Ronodin.
– Ja nie jestem złą osobą.
– Skąd wiesz?
– Po prostu to wiem.
– Ja też nie jestem. Ale obaj pochodzimy z zewnątrz.
– I mieszkamy w podziemnym siedlisku króla zombi?
– Jesteśmy tutaj gośćmi. Chodź za mną.
Ronodin wyszedł, nie oglądając się za siebie. Seth się zawahał, a potem ruszył za nim. Musiał podbiec, żeby go dogonić. Skoro spotkanie było nieuniknione, lepiej iść za radami jednorożca.
– Nie wolno ci patrzeć na Podkróla – poinstruował go Ronodin. – Spojrzeć na niego to dołączyć do nieumarłych.
– Zostałbym zombi?
– Albo i gorzej. Wejdziesz do komnaty plecami do króla. Będziesz miał zamknięte oczy. Nie otworzysz ich nawet na chwilę ani się do niego nie odwrócisz. Choćby nie wiem co. Zrozumiano?
– A jeśli mnie podejdzie?
– Przebywamy w jego domenie. Jeśli Podkról zapragnie twojej śmierci, to zginiesz. Jeśli zechce, abyś dołączył do nieumarłych, niewiele będzie mogło go powstrzymać. Twoim zadaniem jest nie zrobić sobie niepotrzebnie krzywdy. Pamiętaj, nie patrz na niego.
– A jeśli użyję lustra?
– To zadziała co najwyżej w przypadku gorgony, ale nie Podkróla. Zamykasz oczy i stajesz tyłem.
– Nigdy go nie widziałeś?
– Gdybym go zobaczył, byłbym teraz nieumarły.
– A jeśli jego tam wcale nie ma? Może to same głośniki?
– Równie dobrze może być chomikiem. Albo potworem wielkim jak góra. Domyślam się, że z wyglądu przypomina swoich poddanych. Rządzi nimi, bo jest jednym z nich.
– Dlaczego chce mnie widzieć?
– Jesteś u niego gościem. I zaklinaczem cieni w czasach, kiedy taki dar stał się niezwykle rzadki. Ale poza tym nie umiem odgadnąć jego intencji.
– Czy jeśli wejdę tyłem, to nie wypadnę niegrzecznie?
– On wie, co trzeba zrobić, żeby z nim rozmawiać i pozostać przy życiu.
Skręcili za róg i ruszyli następnym podziemnym korytarzem. Seth próbował sobie wyobrazić, jak by to było stać się zombi albo widmem. Niedawno razem z Ronodinem spotkał kilka widm – wydawały się nieszczęsnymi istotami, zimnymi i pustymi.
– Czy ja już kiedyś rozmawiałem z Podkrólem? – zapytał Seth.
– Nigdy – odparł Ronodin. – Niewielu miało tę okazję.
– Szkoda, że nie pamiętam, kim jestem.
– Może tak jest lepiej, przynajmniej z perspektywy naszych aktualnych celów. Będziesz dla niego większą zagadką. Zaufaj instynktowi. Nie jesteś taki, jak inni śmiertelnicy. Znasz podstawowe zasady rządzące światem magicznym.
– Wiem, że magiczne stworzenia istnieją naprawdę. Spotkanie z widmami wcale mnie nie zdziwiło. Tak ogólnie to pamiętam widma. To znaczy teoretycznie. Nie przypominam sobie tylko żadnych konkretnych wydarzeń. Nie mam w stosunku do nich żadnych uczuć. Mam trochę informacji, ale żadnych opinii na ich temat. Żadnych skojarzeń, na których mógłbym się oprzeć. Jak mogłem dożyć tego wieku, nic nie kojarząc?
– Seth, straciłeś pamięć. Jeśli wymazaniu uległy przy tym twoje opinie, zobacz, jakie to ma zalety. Z powodu założeń, jakie czynimy, często bywamy ślepi. Teraz masz szansę doświadczyć świata nowymi oczami.
– Może i tak. Co jeszcze powinienem wiedzieć o Podkrólu?
– Im mniej wiesz, tym lepiej, zaufaj mi. Okaż szacunek. Bądź skromny. Bądź do bólu uczciwy. Nie idź na żadne nierozsądne układy. Gódź się na to, co konieczne. Nie patrz na niego.
– To trochę dziwaczne. Tak rozmawiać bez patrzenia.
– Podkról byłby ostatnim widokiem, który ujrzałbyś oczami śmiertelnika – ostrzegł Ronodin. – Troje spośród wielkich monarchów afiszuje się ze swoją potęgą: Król Smoków, Królowa Olbrzymów i Król Demonów. Królowa Wróżek i Podkról są subtelniejsi, a przez to bardziej niebezpieczni. Jeśli mogę ci doradzić jakąś strategię, to bądź zadowolony. Niczego nie pragnij. O nic nie proś. Nieumarli są pełni nienasyconych pragnień. Podkrólowi jak mało komu zadowolenie wydaje się siłą.
– Czy pomoże mi odzyskać pamięć? – zapytał Seth.
Ronodin się zatrzymał.
– Co ci właśnie powiedziałem? Niczego nie pragnij.
– I właśnie dlatego zacząłem się zastanawiać, czego chcę.
– Odłóż te łaknienia na bok. Zamknij wszystkie swoje pragnienia na klucz i wyrzuć go. Zaprezentuj się jako młody zaklinacz cieni, któremu zaoferowałem nauki. Jesteś tutaj, żeby się u mnie szkolić. Nie pragniesz przyśpieszenia tej nauki. Niczego nie pragniesz. Jesteś najprostszym, najbardziej zadowolonym chłopcem na świecie.
– Spróbuję.
– Jeśli on się dowie, czego chcesz, znajdzie sposób, żeby cię skusić. Omamić. Usidlić. Zniszczyć.
– Chcę sobie przypomnieć, kim jestem – powiedział Seth – bez względu na to, czy to przed nim przyznam, czy nie.
– Postaraj się zmienić swoje myślenie na ten temat – poradził Ronodin i ruszył dalej korytarzem. – Od tego może zależeć twoje życie.
– Czy Podkról umie czytać w myślach?
– Prawdopodobnie. Ale wypowiedzenie myśli na głos dodaje im mocy. Czyni je bardziej rzeczywistymi. Wyrzeknij się w jego obecności wszystkich swoich pragnień, a może przeżyjesz.
– Myślisz, że dam radę?
– To zależy głównie od ciebie. – Jednorożec zatrzymał się przed wielkimi czarnymi drzwiami, które ozdobiono wybielonymi czaszkami różnych rozmiarów. Kilka z nich było ludzkich. – Gotowy?
– Nie. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
– Żadnego.
Ronodin wyciągnął dłoń i położył palec na czole małej, wąskiej czaszki ze spiczastymi zębami. Na moment zamknął oczy, a kiedy cofnął rękę, drzwi zniknęły. Zza nich wylała się zimna ciemność, która oblała Setha i w okamgnieniu pochłonęła cały korytarz.
Na końcu krótkiej sękatej różdżki z gałęzi ostrokrzewu, którą trzymał Ronodin, zalśniło bladoniebieskie światło. Jej czubek był na tyle jasny, żeby odegnać atramentową ciemność, jednak niezbyt daleko. Chociaż różdżka nie była namacalna, wydawała się szczególnie odporna na światło. Ronodin wręczył ją Sethowi.
– Po co mi światło, skoro nie chcę zobaczyć Podkróla? – zapytał chłopiec.
– Zobaczyłbyś go nawet bez światła, gdybyś tylko spojrzał w jego stronę. Ale przyda ci się ono, żeby nie zboczyć ze ścieżki wyłożonej płytkami. Ta różdżka odpędzi nawet magiczną ciemność. Stąpaj ostrożnie, unikaj dziur i nie zejdź na bok między kości.
– A do tego mam iść tyłem, nie podnosząc wzroku? – upewnił się Seth.
Ronodin uroczyście uścisnął mu rękę.
– Zaczynasz łapać. Ruszaj. – Puścił dłoń chłopca. – Pamiętaj, jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli czegokolwiek zapragniesz, będziesz zdany wyłącznie na siebie.
Chłopiec nie wiedział, co odpowiedzieć. Możliwe, że Ronodin próbował rozładować sytuację żartem, bardziej jednak prawdopodobne, że Seth miał pajaca za nauczyciela. Ronodin dał mu znak dłonią, żeby szedł dalej. Chłopiec odwrócił się plecami do ziejącego wejścia i ostrożnym krokiem przeszedł przez nie tyłem. Stąpał powoli, starając się nie podnosić wzroku. Drogę oświetlała mu różdżka, którą trzymał nisko przy ziemi, by widzieć, dokąd iść. Wystarczyło, że zrobił kilka kroków, a ciemność zupełnie pochłonęła Ronodina i drzwi.
Gładkie czarne płytki odbijały niewiele światła. Seth po cichu szedł tyłem. Po jednej stronie drogi z mroku wyłoniły się kości ułożone w nieregularne stosy. Ich biel odznaczała się ostro na granicy wyznaczanej przez światło różdżki. Dotarł do otworu wypełnionego nieprzeniknioną ciemnością, nie szerszego niż hula-hoop. Nawet kiedy zbliżył do niego różdżkę, blask nie docierał w głąb.
Miał nieprzyjemne wrażenie, że z tyłu coś go obserwuje, może nawet się podkrada, nie mógł się jednak obejrzeć z obawy, że przypadkowo zobaczy Podkróla. W mroku poza zasięgiem światła różdżki coś się chyba poruszało, niewidoczne, niesłyszalne, ale przekonująco obecne. Seth czuł niepokój, a potem strach, i chociaż jakaś jego cząstka podpowiadała mu, że to byłby irracjonalny odruch, musiał się mocno powstrzymywać, żeby nie uciec z wrzaskiem w pierwszą lepszą stronę.
Gdy tak sunął powoli po wyłożonej płytkami ścieżce, po jednej stronie zauważył porozrzucane sterty kości. Ominął kilka niewielkich dziur i zastanawiał się, jak długo jeszcze będzie tak szedł. Czy przemierzał komnatę przeciętnej wielkości, czy też droga ciągnęła się kilometrami?
Chodzenie tyłem, a do tego w przygarbionej pozycji, było męczące. Niewiarygodna cichość i bezruch dokoła sprawiały, że Seth czuł się jak w grobie. Tylko szuranie jego stóp mąciło idealną ciszę. Opierał się narastającemu niepokojowi i przerażeniu.
Raz po raz natrafiał na jakieś pojedyncze kości. Omijał je na wszelki wypadek, bo mogły być przeklęte albo skażone. Powietrze było tak zimne, że w blasku różdżki widział kłęby pary własnego oddechu.
Nagle dźwięk suchych słów uderzył Setha bez ostrzeżenia, wślizgnął mu się do uszu i zmroził do głębi.
– Kto wnosi światło w mój mrok? – zapytał głos jakby pradawny, chrypliwy i szepczący.
Seth dostał gęsiej skórki, a jego mięśnie się napięły. Lęk przed tym, co go czeka, minął – przeznaczenie miało się wypełnić już teraz. Musiał powściągnąć ochotę obejrzenia się przez ramię i sprawdzenia, do kogo należy ten suchy głos. Ten, kto przemówił, oczekiwał jednak odpowiedzi.
Chłopiec się wyprostował. Nadal stał z zamkniętymi oczami, odwrócony tyłem do rozmówcy.
– Już sam nie wiem – odpowiedział. – Podobno mam na imię Seth.
– Jesteś ciepły i żywy, młodzieńcze – stwierdził głos, a z każdym wydyszanym przezeń słowem w Secie narastało wrażenie, jakby wyciągały się ku niemu kościste dłonie.
– Bywałem cieplejszy – odparł, starając się zachować spokój. – No i jak na razie faktycznie żyję. Kim jesteś?
– Jestem tu panem. Władcą wszystkich, którzy mieszkają na dole.
– Podkrólem – powiedział Seth.
– Co sprowadza kogoś tak ciepłego w takie zimne miejsce? Dlaczego ktoś, kto niesie światło, szuka cienia?
– To nie była moja decyzja. Sprowadził mnie tu Ronodin.
– Żywi, którzy wkraczają do mojej domeny, muszą dołączyć do nieumarłych.
– Ja tego nie chcę.
– A czego chcesz?
– Tak naprawdę? Odejść stąd.
Podkról zaśmiał się cicho.
– Od chwili, gdy tylko znalazłeś się w mojej domenie, należysz do mnie. Czy nie masz tu żadnego celu?
Seth postanowił, że najlepiej będzie polegać na wskazówkach Ronodina.
– Jestem zaklinaczem cieni. Ronodin mnie uczy.
Czekał w milczeniu. Od strony, z której dobiegał głos, dało się słyszeć delikatny chrobot, jakby ktoś się poruszał.
– Ja mógłbym cię nauczyć o wiele więcej – wychrypiał cicho Podkról.
– Nie wątpię – odparł Seth.
– Jednorożec zna tylko pewien rodzaj ciemności. Ja zaś żyję w miejscu, gdzie ciemność nabiera głębi, gdzie trwa przez czas niezmierzony. Wszelkie światło trwa krótko, Secie, jest tak kruche i ulotne. To zaledwie nikły blask wobec wiekuistej nocy.
– Ja chcę tylko ćwiczyć z Ronodinem – powiedział Seth, trzymając się planu. – Czy mogę tu zostać i się tym zająć?
– Ach. Wypowiedziałeś święte słowa.
– To znaczy zostać chwilowo, na czas nauki.
– Jesteś żywy. Życie oznacza zmianę. Stany tymczasowe. Pragniesz pozostać pod moją ochroną przejściowo, tak jak jednorożec. Czy jesteś odważny?
– Przecież tu przyszedłem.
– Czy jesteś szczerego serca?
– Tak mi się wydaje.
– To, kim możesz się stać dzięki Ronodinowi, ma swoje granice. Czego jeszcze chcesz?
– Tylko uczyć się od Ronodina. – Seth pamiętał, że jego pragnienia muszą być proste. – I nic więcej.
– Mów prawdę.
Chłopiec westchnął.
– Próbuję sobie przypomnieć, kim jestem. Ale na pewno sobie z tym poradzę.
– Zostałeś przeklęty – rzekł Podkról. – W moim królestwie wędrowcy tacy jak ty są mile widziani. A śmiertelni zaklinacze cieni zdarzają się dziś niezwykle rzadko. Odwróć się i spójrz na mnie.
– Wolę nie.
Podkról zaśmiał się ochryple.
– Może pomogłaby iluminacja?
Przez zamknięte powieki Seth wyczuł nowe źródło światła. Czy skoro stał plecami do Podkróla, mógł bezpiecznie podejrzeć? Lekko uchylił powieki i ujrzał, że komnatę wypełnia chłodna biała światłość, która pozwalała dostrzec wszystko, choć bez szczegółów. Znowu mocno zacisnął oczy, tak na wszelki wypadek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *