Zwierzaki mają głos


„Zwierzaki mają głos” to książka podsumowująca 4. edycję konkursu literackiego dla uczniów szkół podstawowych „Popisz się talentem”.


Książka zawiera 30 opowiadań stworzonych przez jego laureatów, czyli młode orły polskiej literatury.

Ich teksty nie tylko mają pazur i wdzięk, ale też gwarantują końską dawkę emocji! Raz będziesz śmiać się jak norka, raz płakać jak bóbr!

Dlatego „Zwierzaki mają głos” to pozycja idealna do wspólnego, rodzinnego lub klasowego czytania – nikogo nie pozostawia obojętnym! Doskonale nadaje się też na nagrodę lub prezent, bo jest starannie wydana i pięknie zilustrowana.

W dodatku na końcu ma sekcję aktywnościową… dla tych, którzy po przeczytaniu opowiadań też chcą pobawić się w pisarzy!

***

Konkurs „Popisz się talentem” jest organizowany przez Wydawnictwo Nowa Era od 2017 roku. Obecnie jest to największy konkurs literacki dla dzieci w Polsce. Jego celem jest wspieranie dzieci i młodzieży w odkrywaniu drzemiącego w nich potencjału literackiego, rozbudzanie ich kreatywności i talentu, poszerzanie kompetencji oraz zainteresowań czytelniczych. Udział w “Popisz się talentem” daje dzieciom szansę także na prawdziwy debiut literacki. Co roku opowiadania 30 laureatów publikowane są w książce pokonkursowej – profesjonalnie zredagowanej i przepięknie ilustrowanej, którą na dodatek każdy zainteresowany może kupić na stronie wydawnictwa Nowa Era.

W tym roku dzieci miały za zadanie opisać świat widziany oczami zwierząt. Młodzi pisarze jak zwykle nie zawiedli – do konkursu zgłoszono aż 2.827 tekstów!

Były to opowiadania tak różnorodne, jak różnorodni są ich twórcy. Jedne wręcz eksplodowały radosną energią, inne – dojrzałe, pełne celnych spostrzeżeń i niebanalnych przemyśleń – stawiały na budowanie kameralnego nastroju. Jeszcze inne zachwycały plastycznością opisów, fabularnym rozmachem i wyobraźnią pozwalającą wniknąć czytelnikowi do świata zwierząt – komentuje Małgorzata Jankowska, specjalistka ds. PR i komunikacji w wydawnictwie Nowa Era, jurorka konkursu Popisz się talentem. – Jesteśmy dumni ze wszystkich uczestników konkursu. Za każdym tekstem stoi przecież jakieś dziecko, nastolatka lub nastolatek, którzy postanowili nam zaufać i podjąć niełatwe pisarskie wyzwanie. Odkrywanie talentów, wspieranie pasji i odnajdywanie mocnych stron – to najważniejszy cel edukacji. W wydawnictwie Nowa Era bardzo w to wierzymy i dlatego z radością oddajemy w ręce czytelników już czwartą książkę z serii “Popisz się talentem” – dodaje jurorka.

We wszystkich 4 edycjach konkursu wzięło udział już kilkanaście tysięcy uczniów z całego kraju. Ich opowiadania oceniane są przez jury, w skład którego wchodzą: Małgorzata Węgrzecka (Świerszczyk), Rafał Witek (autor powieści dla dzieci), Wojciech Widłak (autor książek dla dzieci), Monika Hałucha (PS IBBY) oraz Małgorzata Jankowska (Nowa Era). Jury przyznaje nagrody w podziale na dwie grupy wiekowe: I-IV klasa oraz V-VIII klasa. W każdej z tych kategorii co roku zostaje wyłonionych wyłonionych 15 laureatów, których opowiadania są potem publikowane. Do tej pory ukazały się 4 książki pokonkursowe: “Ukryte światy”, “Tajemnicza wyprawa”, “Wielka księga Marzeń” i najnowsza: “Zwierzaki mają głos”.

Więcej o konkursie: Popisz się talentem


Zwierzaki mają głos
30 opowiadań nagrodzonych w ogólnopolskim konkursie literackim dla uczniów szkół podstawowych – Literatura dziecięca
Wydawnictwo Nowa Era
Premiera: 5 października 2020
 

 

Zwierzaki mają głos

Od wydawnictwa

Kochani Zwierzakofani!
Ta książka wieńczy czwartą edycję największego ogólnopolskiego konkursu literackiego dla uczniów szkół podstawowych „Popisz się talentem”. Tym razem jego tematem przewodnim były zwierzaki.
Postanowiliśmy dowiedzieć się, co one czują, co myślą, czego pragną, czym na co dzień żyją. Młodzi pisarze – uczestnicy konkursu – jak zwykle nas nie zawiedli. Wcielili się w najróżniejsze stworzenia i przemówili ich głosami. W tej książce publikujemy 30 zwycięskich opowiadań. To drobny wycinek z olbrzymiej liczby 2827 tekstów nadesłanych na konkurs.
Były to teksty tak różnorodne, jak różnorodni są ich twórcy. Jedne wręcz eksplodowały radosną energią, inne – dojrzałe, pełne celnych spostrzeżeń i niebanalnych przemyśleń – stawiały na budowanie kameralnego nastroju sprzyjającego (nomen omen) zwierzeniom, jeszcze inne zachwycały plastycznością opisów, fabularnym rozmachem, wyobraźnią pozwalającą czytelnikowi wniknąć do świata zwierząt.
Wszystkie te opowiadania miały jednak pewną cechę wspólną: u ich źródeł leżała wielka empatia, umiejętność współodczuwania, spojrzenia na świat cudzymi oczami (lub czułkami). Z tego jesteśmy najbardziej dumni, to nas najbardziej zachwyciło! Wrażliwość, jaką wykazali się uczestnicy konkursu, to prawdziwy skarb.
Jako organizatorzy konkursu „Popisz się talentem”, którzy już od czterech lat mają przywilej i radość obcowania z nowymi literackimi talentami, chcielibyśmy powiedzieć jedno: każde opowiadanie przysłane na konkurs cieszy nas tak samo! Nie wszystkie mogą wygrać, ale wszystkie są dla nas najważniejsze. Za każdym tekstem stoi przecież jakieś dziecko, nastolatka lub nastolatek, którzy postanowili nam zaufać i spróbować swych sił na polu literatury, podjąć niełatwe pisarskie wyzwanie, poszukać w sobie talentu. Odkrywanie talentów, wspieranie pasji, odnajdywanie mocnych stron – to najważniejszy cel edukacji! W wydawnictwie Nowa Era bardzo w to wierzymy i z zapałem działamy, aby tę wizję urzeczywistnić.
Cały dochód z pokonkursowej książki przekażemy na cele charytatywne. To już tradycja w konkursie „Popisz się talentem”. Tym razem – to chyba jasne – wesprzemy organizacje społeczne pomagające zwierzętom. Już jesteśmy ciekawi, co nasi czworonożni, skrzydlaci, skaczący i pływający przyjaciele na to powiedzą!
Życzymy wspaniałej lektury!
Nowa Era

Lea Bogdan
klasa 1, Olsztyn

Szop Rakuś na globusie

Pewnego wtorkowego wieczoru wybrałem się na inspekcję lokalnych śmietników, aby zdążyć przed poranną wizytą śmieciojada. Tym razem oprócz skórek od bananów, idealnych do ścigania się z kaczkami po stawie, oraz pustych puszek (z których w zeszłym tygodniu zrobiłem sobie komiczne kalosze) znalazłem tajemniczą, obracającą się kulę.
Byłem ciekawy, co to może być. Poszedłem do Sowy, o której mówią, że pozjadała wszystkie rozumy, chociaż nikt nigdy nie widział, jak te rozumy jadła. Sowa powiedziała, że to globus.
– Czy to rodzaj autobusu? – zapytałem.
– Można tak powiedzieć – odrzekła Sowa. – To taki autobus, który wozi nas po całym świecie, bo globus to mapa świata, a te namalowane na nim plamy to kontynenty.
– Kontynenty? Czy to nowy rodzaj zwierzokont w naszym Leśnym Banku?
Sowa pokręciła głową, ponarzekała na mój brak rozumu i odrzekła:
– W żadnym razie! To lądy, na których leżą różne kraje.
Wróciłem do swojej szopy. Wciąż rozmyślałem o kontynentach. Wyławiając ogonem sardynki z puszki, zacząłem się zastanawiać, jak by to było: wskoczyć do globusowego autobusu i odwiedzić niektóre z tych miejsc. Rozłożyłem swój puszysty ogon na kanapie w salonie, starannie wygładziłem paski i wyobraziłem sobie moją podróż…
Najpierw udałbym się do Japonii. Na początek zakupy: szopono (rodzaj kimona z rozcięciem na ogon), drewniane sandały szop-geta (wersja dla szopów, z wgłębieniami na pazurki w drewnianej podeszwie) oraz wachlarz – w końcu ile można wachlować się ogonem? Niech i on poczuje się jak na wakacjach. A za ucho zatknąłbym sobie kwiat kwitnącej wiśni. Ach, jaki byłby ze mnie przystojniak! Na koniec: lekcja gry na shamisenie. Po powrocie do domu zagrałbym mojej Żabce romantyczny koncert na podwójnym szopmisenie – każdą łapką na trzech wąsikach po obydwu stronach mojego pyszczka. Tym z pewnością zdobyłbym jej serce! Następny dzień rozpocząłbym, ćwicząc judo w ogrodzie zen. Hajaa! Aua! – stanąłem na swój ogon. No cóż, wyobrażałem to sobie inaczej, ale i tak judo jest super!
Ojej! Jak już późno! Czas przenieść się do Francji… Zaraz, zaraz, skąd te reflektory? Co ja mam na sobie? Szopilki i szopelusz? To pokaz szop-mody! Ogonie, pomóż, musimy utrzymać równowagę! Po pokazie potrzebowałbym relaksu, więc wybrałbym się do Futroskopu. Eee… to znaczy do Futuroskopu, parku rozrywki. Potem skoczyłbym do Owernii, krainy wygasłych wulkanów. Ojej! Chyba jeden z wulkanów ma łaskotki i właśnie się przebudził! Uwaga! Wybuch! Lecę… i spadam na rower! Pedałuję jak najszybciej, bo to wyścig kolarski Szop de France. Właśnie mijam metę! Zwyciężyłem!
Następny dzień spędziłbym na przeprawie szopromem przez kanał La Manche do Wielkiej Brytanii. Uwaga! Wielka fala! Aaa! Gdzie ja wylądowałem? To przecież London Eye! Tylko gdzie podziały się moje buty? Chyba woda je zmyła. Będę potrzebował pomocy Sherlocka Holmesa, aby je odnaleźć. Tymczasem idę kupić modne i wygodne szopidasy – te paski tak świetnie pasują do mojego ogona!
Halo, czy ten piętrowy autobus jedzie do Polski!?
Otworzyłem oczy. Cóż… fajnie byłoby odwiedzić te wszystkie miejsca, ale najlepiej jest i tak w mojej szopie na wygodniej kanapie.
Pozostaje mi więc podróż ogonem po globusie!

Małgorzata Cyrwus
klasa 3, Libertów

Krowa Mucioska

Cześć! Jestem krowa Mucioska! Lubię mojego gospodarza, ponieważ daje mi świeże siano i trawę, dba o mnie i regularnie wypuszcza na pastwisko. Podoba mi się też moje imię. Mam jednak pewne marzenie… bardzo chciałabym być koniem. Konie mogą biegać, czuć wiatr w grzywach, mogą być wolne!
Pewnego dnia w końcu i w moim krowim życiu wydarzyło się coś niezwykłego.
– Co to za rupieć?! – krzyknął gospodarz, porzucając koło obory Zwierzofon.
Zawsze chciałam nagrać się na Zwierzofon. Dużo czytałam i słyszałam o tym legendarnym urządzeniu. Nie mogłam przegapić takiej okazji. Podbiegłam do wrót obory i spróbowałam otworzyć je kopytem. Niestety, były mocno zamknięte. Na szczęście – dzięki szparze pod wrotami – udało mi się wciągnąć Zwierzofon do środka. Długo nie mogłam sobie poradzić z jego uruchomieniem. Jednak w końcu się udało. Nagrałam wtedy taką historię:
Pewnego dnia gospodarz wypuścił nas na pastwisko. Jak już wam mówiłam, marzę o byciu koniem, więc skorzystałam z okazji i pobiegłam przed siebie, aż na skraj lasu. Wtem usłyszałam cichy, piskliwy głosik:
– Uwaga! Uwaga! Tylko teraz superpromocja! Zmieniam zwierzęta w inne zwierzęta.
To przykuło moją uwagę. Poszłam w kierunku, z którego dobiegał głosik. Okazało się, że należał on do wiewiórki.
Aaaaaaa! Czy ja tu widzę krowę?! – zawołała przerażona wiewiórka.
– Dzień dobry, wiewiórko – powiedziałam. – Przybyłam tu w celach pokojowych. Chciałabym skorzystać z twojej oferty.
– Świetnie, krowo! – zwierzątko nieco się uspokoiło.
– Pragnę zmienić się w konia – ciągnęłam.
Wiewiórka natychmiast mi przerwała.
– Ej! Ej! Ej! Dobra! Ale nie myśl, że dostaniesz coś za darmo! – powiedziała. – Proszę o zapłatę, która wynosi jedenaście łupków kory świerka.
– Okej! A na czym dokładnie będzie polegać twoja usługa? – spytałam.
– To proste! Ty mi płacisz, a ja biorę czarodziejski patyk, robię czary-mary i już – odrzekła.
– Zaraz, zaraz… – zaprotestowałam. – Mam ci zapłacić z góry? A jak nic nie wyjdzie z tych twoich czarów? Zebranie aż jedenastu łupków kory świerka to mnóstwo roboty!
– Cóż – odpowiedziała wiewiórka. – U konkurencji i tak jest drożej.
– Chyba w takim razie zrezygnuję – zdecydowałam.
Obróciłam się do wiewiórki ogonem i wróciłam na pastwisko.
Chyba już lepiej zostać krową Mucioską, niż łazić po lesie, zbierać jakieś łupki i brać udział w podejrzanych promocjach!

Matylda Wilkowska
klasa 6, Natolin

Opowieść Dionizego

W parku znaleziono Zwierzofon – urządzenie nagrywające i tłumaczące mowę zwierząt. Postanowiłem to wykorzystać i odcisnąć kopyto w dziejach zwierzęco-ludzkich.
Mam na imię Dionizy. Stary koń ze mnie, ale kiedy Waldek, który też się już postarzał, daje mi kostki cukru, to przymykam oczy i czuję się jak młody źrebak Dyzio sprzed dwudziestu lat. Słodycz rozlewa się po moim podniebieniu, a ja oczyma wyobraźni widzę zielone łąki, na których się pasłem… Ach, to były czasy!
Mieszkam nieopodal Krakowa. Całe życie ciągnąłem dorożki, bo Waldek był fiakrem. Lubiłem tę pracę: stałem cierpliwie, czekając na turystów, miałem worek z obrokiem i świeżą wodę. Waldek był dla mnie naprawdę dobry. Dbał o mnie i pielęgnował. Cieszył się, gdy mnie podziwiano. Czasami czułem, że Waldek rozumie, co do niego rżę. Ja rozumiałem go doskonale! Na zawołanie: „Wio, Dionizy!” ruszałem spod Sukiennic ulicą Grodzką na Wawel. Nawet dziś mógłbym z zamkniętymi oczyma przejść tę trasę! Wciąż pamiętam gołębie umykające spod moich podków, wróble przekazujące sobie krakowskie ploteczki… Moje życie było cudne, ale… ja od zawsze marzyłem, by zostać reniferem. Chciałem choć na chwilę zmienić maść z siwej na brązową, poczuć na głowie ciężar rogów, oderwać swe pęciny od ziemi i pociągnąć sanie Świętego Mikołaja!
Uparcie wierzyłem, że to moje marzenie kiedyś się spełni, jednak inni dworowali ze mnie. Aż tu pewnego razu, gdy pasłem się pogrążony w reniferowych myślach, zobaczyłem wydeptany w trawie napis: „Chcesz stać się reniferem i do nas dołączyć? Przyjdź tu o zmroku”.
W tamtym momencie byłem najszczęśliwszym koniem świata!
Przyszedłem oczywiście o zmroku we wskazane miejsce. Niestety, nie było tam żadnych reniferów! Byli za to Anastazy, Alojzy i Ambroży – trzy wredne ogiery, które zawsze ze mnie kpiły. Jak mogłem być tak naiwny! Koń by się uśmiał! Ci żartownisie na mój widok parsknęli śmiechem i nie przestawali przez dobre parę minut, a ja tupałem kopytem ze złości! Odwróciłem się i bez słowa pogalopowałem do stajni. Zrobiono mnie w konia! Tak więc mikołajki spędziłem jak zwykle – przykryty ciepłą derką, gapiąc się w niebo w nadziei, że pojawią się na nim renifery. Gdyby tak się stało, zarżałbym do nich: „Zatrzymajcie się! Dołączę do was!”.
Stało się za to coś innego! Do stajni wszedł Waldek. Uśmiechnął się i założył mi coś na łeb. Spojrzałem do wiadra z wodą. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Miałem najprawdziwsze rogi renifera! Potrząsnąłem łbem, a wtedy dzwoneczki przymocowane do rogów zadzwoniły! Zarżałem ze szczęścia! Oto spełniło się moje największe marzenie! Przymknąłem oczy, w uszach zaświstał mi wiatr. Czułem, jakby moje kopyta uderzały o chmury. Byłem najprawdziwszym czarnym koniem w wyścigu po spełnione marzenia!
Pomyślałem, że znamy się z Waldkiem jak łyse konie – chociaż grzywa u mnie bujna! Zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń…
Tak właśnie było…
Po co nagrywam to wszystko na Zwierzofon? Bo może pan profesor Wścibinos, gdy już odnajdzie swój wynalazek, zechce przekazać ludziom moje przesłanie: my, zwierzęta, też marzymy i czujemy. I kochamy tych, który są naszymi towarzyszami, a nie tylko panami.
Jak się kogoś kocha, to się go rozumie bez… Zwierzofonu. Prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *